NAWYK PIERWSZY: Ucz się z Doświadczenia
Nawyki wysoce skutecznych chrześcijan
„Bóg przemawia – raz w ten sposób, raz w inny – choć człowiek może tego nie dostrzegać”. Księga Hioba 33:14
Chrześcijanin, który nauczył się czerpać z doświadczeń, wkroczył w niekończącą się przygodę rozwoju, charakteryzującą się rosnącą osobistą owocnością i użytecznością dla otaczających go osób. Bóg zajmował się rozwijaniem swoich synów i córek na długo przed tym, zanim w ogóle pomyśleliśmy o „rozwoju przywództwa”. Aby to osiągnąć, wykorzystał między innymi doświadczenia każdej osoby. W tym miejscu rozważymy nawyk uczenia się na podstawie doświadczeń.
Bóg komunikuje się na wiele sposobów, jak sugeruje werset na górze strony. Na kolejnych stronach znajdą Państwo wiarygodny przykład tego, że jednym ze sposobów, w jaki Bóg przemawia – a właściwie rozwija nas – jest nasze doświadczenie. Być może przegapiliśmy niektóre z potencjalnych lekcji, ponieważ nie dostrzegliśmy tego. „Nieistotne” lub „przypadkowe” doświadczenie mogło być znaczącym wydarzeniem w historii naszego życia.
Ważność doświadczenia
Bóg przemawia do nas głównie poprzez Biblię z jej poezją i kazaniami, ale zdecydowana większość Biblii to zapis ludzkich doświadczeń. Objawienie Boga poprzez narrację w Biblii potwierdza, że doświadczenie jest ważnym sposobem poznawania Boga i samych siebie. Co równie ważne, studiowanie biblijnych zapisów doświadczeń jest ważnym narzędziem interpretacji naszych własnych doświadczeń.
Należy zauważyć, że niektórzy chrześcijanie nadmiernie podkreślają znaczenie osobistych doświadczeń. Wyrywając wersety z kontekstu, niewłaściwie wykorzystują Biblię, aby udowodnić to, czego „nauczyły” ich ich doświadczenia. Wykorzystują doświadczenia do interpretacji Pisma Świętego, zamiast wykorzystywać Pismo Święte do interpretacji doświadczeń. Inni, w uzasadnionym dążeniu do tego, aby nie przedstawiać wiary chrześcijańskiej jako czysto subiektywnej i opartej wyłącznie na doświadczeniu, wahają się przed studiowaniem sposobu, w jaki Bóg rozwija nas poprzez doświadczenie. Jednak Pismo Święte mówi, że powinniśmy „rozważać” ludzkie doświadczenie. „Pamiętajcie o waszych przywódcach, którzy głosili wam słowo Boże. Rozważajcie wynik ich życia i naśladujcie ich wiarę” (List do Hebrajczyków 13:7, podkreślenie moje).
Nie tylko doświadczenia ludzkie zapisane w Biblii, ale wszystkie doświadczenia ludzkie są potencjalnym źródłem wiedzy o tym, jak Bóg postępuje z nami. Dlatego zrozumienie, jak uczyć się na podstawie doświadczeń, zarówno własnych, jak i cudzych, staje się ważną nauką – projektem badawczym zawierającym zarówno elementy obiektywne, jak i subiektywne. Niektórzy z Państwa mogą potrzebować zachęty, aby uczyć się na podstawie doświadczeń innych – muszą Państwo lepiej słuchać lub więcej czytać. Inni mogą mieć odwrotną nierównowagę – chętnie uczą się na podstawie doświadczeń innych, ale nie chcą uznać, że nasze własne doświadczenia, nawet gdy się dzieją, są również jednym z narzędzi nauczania Boga. W tym i kolejnych rozdziałach przeczytają Państwo kilka osobistych anegdot ujawniających, jak uczyłem się poprzez swoje doświadczenia, aby mogli Państwo nauczyć się, jak uczyć się poprzez swoje.
Mówiąc o uczeniu się na podstawie doświadczeń, nie mamy na myśli tylko tego, czego uczymy się, zastanawiając się nad przeszłością, chociaż uczenie się na podstawie doświadczeń powinno obejmować uczenie się na podstawie przeszłych błędów. Obejmuje to również świadomość tego, co Bóg mówi w momencie doświadczania. Jeśli potrafią Państwo być wyczuleni na tę dynamikę, będą mieli Państwo przewagę nad tymi, którzy potrafią uczyć się dopiero po zakończeniu doświadczenia. Nauka zadawania pytań i gotowość do zadawania pytania: „Panie, czego próbujesz mnie nauczyć poprzez doświadczenie, które właśnie przeżywam?” jest ważnym ćwiczeniem i dyscypliną. Nauka szczerego zadawania tego pytania jest w pewnym sensie celem tego rozdziału.
Zmiany w naszej perspektywie
Kiedy jesteśmy świadomi, że Bóg nieustannie nas uczy, nasza perspektywa zmienia się diametralnie. Zaczynamy szukać Bożego celu we wszystkim, ucząc się, że w głębokiej suwerenności Boga, w każdym momencie, może On pokazać nam, co jest dla nas najlepsze w świetle rozwijających się okoliczności. Jest On doskonałym doradcą akademickim, a kursy – sytuacje rozwijające się wokół nas – mogą być przez Niego mistrzowsko wykorzystane dla naszego indywidualnego rozwoju. Z czasem zaczynamy dostrzegać coraz większą ciągłość między lekcjami, których już nas nauczył, tymi, których uczy nas obecnie, a naszymi oczekiwaniami co do sposobu, w jaki Bóg będzie nas szkolił i rozwijał.
Ten proces uczenia się zachodzi, ponieważ Bóg go inicjuje, a Państwo na niego odpowiadają. Kiedy wzywa Państwa do siebie i do swojej służby, wzywa Państwa do procesu, którego wzniosłym celem jest rozwijanie Państwa tak, abyście stali się tym, kim według Niego możecie być. W rezultacie często stajecie się Państwo kimś więcej, niż sądziliście, że możecie być. Jednocześnie Jego cele wobec Państwa są zgodne z Państwa prawdziwym potencjałem, co pomaga Państwu uniknąć zmarnowanych, zniweczonych i nierealistycznych marzeń.
Przy odrobinie wysiłku mogą Państwo stopniowo stać się bardziej świadomi w przyjmowaniu szkolenia od Boga i w końcu zacząć celowo pomagać innym w nauce, jak otrzymać to samo szkolenie. Gdy skuteczni chrześcijanie doświadczają ciągłego procesu rozwoju Boga, odkrywają, że są w stanie lepiej pomagać innym w rozwijaniu ich potencjału wzrostu. Uczymy się rozpoznawać młodszych chrześcijan, w których Bóg rozpoczyna ten proces. W rzeczywistości znakiem dojrzałego chrześcijanina jest to, że rozpoznaje on, kogo Bóg wybiera i kształtuje, oraz znajduje sposoby, aby przyspieszyć ten proces i wzmocnić ich rozwój.
Ponad 20 lat temu zmieniłem swoje podejście do uczenia się poprzez doświadczenie podczas zajęć Roberta Clintona z perspektyw przywództwa na studiach podyplomowych. Niektóre z przedstawionych tutaj idei zostały przeze mnie przyswojone właśnie wtedy. Jeśli chcą Państwo dowiedzieć się więcej na ten temat, polecam jego książkę „The Making of a Leader” (Tworzenie lidera). Odkąd nauczyłem się tych rzeczy, nie mogę już narzekać na okoliczności. Teraz muszę analizować i oceniać, czego można się z nich nauczyć. Pomaga mi to radzić sobie z problemami w sposób poznawczy, a nie emocjonalny. W procesie dyscyplinowania siebie, aby zawsze zadawać sobie pytanie: „Czego mogę się z tego nauczyć?”, mniej narzekam i więcej się uczę.
Liczy się wynik
Czasami ubolewamy nad naszymi osobistymi „niekorzystnymi warunkami” i żałujemy, że tak słabo rozpoczęliśmy nasz „wyścig”. W takich melancholijnych refleksjach są zasadniczo dwie rzeczy nieprawidłowe. Po pierwsze, Bóg czuwał nad okolicznościami naszego narodzin i wpływami rodziny i nawet poprzez to realizował swój boski plan. To Bóg, a nie człowiek, „ustalił czasy i granice ich zamieszkania” (Dz 17,26). Otoczenie, w jakim się urodziliśmy, i rodziny, w których przyszliśmy na świat, są również częścią procesu rozwoju osobistego, który Bóg zaplanował dla każdego z Państwa. Jeśli narzekają Państwo na „niekorzystną sytuację” miejsca urodzenia, zaprzeczają Państwo, że Bóg ma moc, by działać w tej sytuacji – oskarżają Państwo Boga. Jeśli wykorzystają Państwo swoją sytuację właściwie, ma ona zalety, które Bóg dla Państwa przygotował.
Po drugie, sposób, w jaki rozpoczynamy wyścig, nie jest tak istotny, jak sposób, w jaki go kończymy. We wstępie wspomniałem, że w wieku 55 lat przebiegłem swój pierwszy maraton. Od tamtej pory przebiegłem jeszcze 29. W każdym wyścigu przez pierwsze 10 mil zazwyczaj wyprzedzały mnie kolejne osoby. Moim trzecim biegiem był Andy Payne Memorial Marathon – trzy okrążenia wokół jeziora Overholser na zachód od Oklahoma City. Bieg rozpoczął się o 6:30 rano w mżawce, a zakończył w upalne, słoneczne majowe przedpołudnie w Oklahomie. Na 20. mili zacząłem liczyć osoby, które mnie wyprzedziły, i te, które ja wyprzedziłem. Ku mojemu zaskoczeniu nikt mnie nie wyprzedził, a ja wyprzedziłem 21 biegaczy, z których większość była młodsza ode mnie! Czy słyszeli Państwo kiedyś, że maraton zaczyna się na 20. mili? Dobrze pamiętam, jak zastanawiałem się nad znaczeniem mety i mówiłem sobie podczas tych ostatnich sześciu i dwóch dziesiątych mili, wyprzedzając innych biegaczy: „Trenuję po to, żeby móc to zrobić”. Przestałem czuć się winny za każdym razem, gdy wyprzedzałem kogoś, i zacząłem czerpać radość z wyprzedzania innych biegaczy – wygrywając pod koniec wyścigu – pomimo bólu. Zająłem drugie miejsce w swojej grupie wiekowej z moim najlepszym dotychczasowym czasem – 3 godziny, 43 minuty i 15 sekund (8 minut i 31 sekund na milę w tym wyścigu). Co więcej, rok później zająłem pierwsze miejsce w swojej grupie wiekowej w tym samym maratonie. Wyprzedziłem mężczyznę, który zajął drugie miejsce na ostatnich 200 metrach! Przyznaję, że bycie wyprzedzanym przez tak wielu na początku wyścigu jest przygnębiające, ale nawet z zmęczonym ciałem i bolącymi mięśniami w sercu czuję radość z dobrego wyniku. Nasz wyścig w życiu jako dorastających chrześcijan jest bardzo podobny. Jeśli nauczymy się wytrwać, możemy osiągnąć dobry wynik, nawet jeśli nie zaczęliśmy dobrze.
W Mount Vernon Bible College miałem utalentowanego, modlącego się i gorliwego kolegę z klasy. Moja żona Char i ja dobrze znaliśmy jego i jego żonę. Char i jego żona byli przyjaciółmi od dzieciństwa i podczas studiów biblijnych. Char nawet pojechał z nimi pewnego lata na obóz młodzieżowy, śpiewając i służąc wraz z nimi. Później, podczas naszych pierwszych lat w Korei, Char i ja pracowaliśmy pod jego nadzorem. Był utalentowany intelektualnie i wielokrotnie imponował mi swoimi umiejętnościami werbalnymi i interpersonalnymi. Niemniej jednak, wiele lat później, a dokładniej kilka lat temu, rozwiódł się z żoną i niedługo potem ożenił się z bogatą kobietą starszą od niego o 30 lat. Nie opuścił żony, aby poślubić bogatą kobietę. Jednak rozwód, a następnie ślub z osobą znacznie starszą od niego, negatywnie wpłynął na jego wpływ jako wzorowego przywódcy chrześcijańskiego. Smuci mnie myśl o utraconym potencjale, jaki miał w służbie chrześcijańskiej. Otrzymywanie od Boga materialnych błogosławieństw jest w porządku, ale manipulowanie okolicznościami w celu osiągnięcia korzyści finansowych nie pozwala mu zakończyć dobrze swojej drogi. Na początku wyścigu biegł dobrze – gdyby tylko nadal dążył do dobrego zakończenia.
Z drugiej strony, większość z nas obserwowała starszych i doświadczonych wierzących, którzy radzili sobie bardzo dobrze, dojrzewając coraz bardziej nawet w późnym wieku. Ich duchy są silne, a kazania tych, którzy są kaznodziejami, są bogate. Słuchanie takich dojrzałych, ale wciąż rozwijających się weteranów jest radością; mówią oni z wieloletniego, ciągłego rozwoju i bogatego doświadczenia. Cieszymy się, że nie przestali się rozwijać, a ich przykłady zachęcają nas do dobrego zakończenia.
Jest wielu ludzi, którzy wydają się mieć przewagę nad nami na początku naszego wyścigu. Wszyscy możemy podać przykłady. Moi kuzyni mieli przewagę, której ja pragnąłem: lepsze wykształcenie, większe zasoby finansowe, lepsze kontakty i, jak się wydawało, większy wrodzony talent. Nieważne. Jeśli postanowimy dobrze zakończyć bieg, będziemy postrzegać nasze doświadczenia życiowe jako okazje do nauki i z upływem lat będziemy biegać coraz lepiej.
Długoterminowy rozwój i służba wynikają z tego, kim jesteśmy. Musimy zachować uczciwość i duchowość, jeśli chcemy, aby z nas płynęło długotrwałe dobro. Rozwój, który osiągnął szczyt, przestał rosnąć lub został odłożony na bok – zdyscyplinowany przez Boga – zazwyczaj wynika z problemów duchowych. Nie możemy przestać rozwijać się wewnętrznie. Liczy się finisz.
To wymaga czasu – dużo czasu
Bądźcie cierpliwi wobec siebie. Wzrost naszego duchowego wpływu to długi proces. Zrozumienie procesu rozwoju Boga zakłada, że przez całe życie chrześcijanin nieustannie zwiększa swój wpływ duchowy i doświadcza ciągłego zaangażowania Boga w swój rozwój.
Mój ojciec był pastorem, który miał wizję otwierania nowych kościołów. W różnych momentach mojej młodości i liceum jeździliśmy do pobliskich miast, aby malować i naprawiać dachy starych budynków kościelnych. Następnie tata znajdował kogoś z sercem pastora, kto mógłby służyć w tym kościele. „Hobby” mojego ojca nie przynosiło dochodów, a wiązało się ze znacznymi wydatkami. Aby sfinansować tę działalność, malował pędzlem domy i budynki w naszym rodzinnym mieście i okolicznych wsiach. Kiedy teraz na to patrzę, mój ojciec i ja spędziliśmy dosłownie setki godzin malując, pracując i rozmawiając razem w tamtych latach. W ciągu roku szkolnego pomagałem malować po tym, jak w dni powszednie roznosiłem gazety. Pomagałem również w soboty. W lecie malowałem do momentu, kiedy musiałem iść do redakcji gazety.
W tamtym czasie uważałem, że to moi swobodni kuzyni mają przewagę. Teraz zdaję sobie sprawę, że to ja miałem przewagę. Nauczyłem się pracować, nie pozwalając sobie na rozpraszanie uwagi. Nauczyłem się, że żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie, aby pomóc budować królestwo Boże. Nauczyłem się, że służba Bogu przynosi większą satysfakcję i z pewnością większą nadzieję na nagrodę w niebie niż zyski materialne. Nauczyłem się zmuszać się do wysiłku, a moje ciało i ramiona stały się silne. Nauczyłem się nosić drabinę o wysokości 12 metrów. Nauczyłem się, jak zachować bezpieczeństwo w potencjalnie niebezpiecznych miejscach. Nauczyłem się radzić sobie z pracą na wysokości. Nauczyłem się zachowywać spokój na szczycie 12-metrowej drabiny, gdy osy nie były zbyt przyjazne w pobliżu swojego gniazda. Nauczyłem się spokojnie niszczyć całe gniazdo bez zeskakiwania z drabiny. Dzięki tym doświadczeniom nauczyłem się, jak się skupiać i pozostawać skupionym. Nauczyłem się wartości pracy. Nauczyłem się również wartości śmiechu i odpoczynku. Istnieje oczywiście inny zestaw możliwych lekcji, których mogłyby się nauczyć osoby uprzywilejowane ekonomicznie, takie jak moi kuzyni. Nie chodzi o to, że aby się uczyć, potrzebują Państwo trudności lub niekorzystnych warunków, ale o to, że muszą Państwo mieć otwartość na naukę, aby uczyć się z wszelkich okoliczności i doświadczeń, które spotykają Państwa na drodze.
Dwie dodatkowe korzyści sprawiają, że doceniam to, co wydarzyło się w tamtych latach. Po pierwsze, nie odczuwałem żadnej dystansu między mną a moim ojcem. Przez te wszystkie lata pozostawaliśmy przyjaciółmi. Do końca życia nazywał mnie „kolego”. Po zastanowieniu się, teraz rozumiem, dlaczego czasami tak nazywam moich synów. Po drugie, przekazał mi umiejętność doceniania „rzeczy wyższych”. W tej książce niektóre z tych wartości powrócą. Etyka pracy i wartości duchowe, które „odziedziczyłem” po ojcu w tamtych latach, pomogły mi ukończyć studia biblijne i wytrwać przez wiele lat służby publicznej od 1965 roku. Niektórzy ludzie nie doceniają wartości związanych z królestwem, które przekazał mi ojciec, a to ich strata i mój żal. W niektórych zawodach przełożeni pomagają monitorować nasze działania, abyśmy nie przestawali pracować. Jednak umiejętność skupienia się i monitorowania siebie jest czymś, co daje doświadczenie. Jakże jestem błogosławiony, że nauczyłem się tego w latach licealnych, malując domy, stodoły i kościoły.
W rozwoju naszego potencjału proces wzrostu bardziej przypomina maraton niż sprint. To, o czym się myśli, jak się koncentruje, jak pozostaje się skupionym i jak unika się słuchania pewnych głosów (bolących mięśni), wszystko to składa się na godziny treningu i biegania maratonu. W sprincie wszystko dzieje się znacznie szybciej i kończy się w jednej chwili. W długim procesie naszego życia warto nauczyć się doceniać przygodę, która się przed nami rozgrywa. Proces rozwoju chrześcijańskiego wiąże się z przygodą, napięciem, oczekiwaniem, niespodziankami, wzrostem, porażkami i zwycięstwami. Jednym z kluczy do sukcesu jest uświadomienie sobie, że jest to proces i przygotowanie się na długą drogę.
Rozwój osobisty i wpływ
Jak nauka czerpania wniosków z doświadczeń, a następnie dobre zakończenie wpływają na Państwa w praktyce? Państwa życie będzie miało większy i lepszy wpływ na osoby w Państwa otoczeniu, gdy będą Państwo mieli duchowy autorytet. Duchowy autorytet należy do tych, którzy poddają się działaniu Bożego młotka i dłuta w swoim życiu. Bycie dobrym wpływem ma mniej wspólnego z powołaniem, stanowiskiem lub pełnoetatową służbą zawodową w porównaniu z wolontariatem. Ma więcej wspólnego z byciem rozwijającą się i pobożną osobą o silnym charakterze. Postrzeganie, że płatny zawodowy przywódca chrześcijański jest automatycznie bardziej oddany lub wpływowy niż nieprofesjonalni wolontariusze, jest błędne. Każdy chrześcijanin, nie tylko płatni profesjonaliści, powinien dążyć do rozwoju jako osoba duchowa, stać się osobą o silnym charakterze i rozwijać autorytet duchowy.
Oto moja definicja rozwijającego się chrześcijanina. Definicja ta pozwala na równe traktowanie wszystkich osób, niezależnie od stanowiska: Rozwijający się chrześcijanin służy Bogu, wykorzystując dane mu przez Boga zdolności i odpowiedzialność, dyscyplinując się, aby myśleć, mówić i działać z surową konsekwencją. Jest gotów konfrontować się i być konfrontowanym, ma ducha otwartości na naukę i stara się wywierać dobry wpływ na innych, czyniąc wszystko dla chwały Boga. Taka osoba, ponieważ ma uczciwość, charakter i autorytet duchowy, zwiększa swoją zdolność do wywierania wpływu na innych dla celów Bożych.
Kiedy Bóg jest wielkim centrum, wokół którego kręci się wszystko inne, Państwa perspektywa jest zdrowa – wszystko robimy dla Jego chwały. Biblia mówi, że wszystko, co robimy, mamy robić z całego serca, jak dla Pana, i ta myśl jest zawarta w tej definicji. Definicja ta zawiera również zdrową ideę służby innym. Oznacza to, że wszystko, co robimy, traktujemy jako służbę. Obejmuje to wpływ – niektórzy z Państwa mają większy wpływ niż inni, ale jest to tylko różnica w wielkości wpływu, a nie w jego znaczeniu. Od wszystkich oczekuje się, że będą wywierać wpływ dla Boga. W miarę jak uczymy się z doświadczenia, wzrasta nasz autorytet duchowy. Gdy chrześcijanie na całym świecie stają się najlepsi, reputacja chrześcijańskiego Boga wzrasta. Więcej osób będzie chciało poznać Tego, którego widzą w nas.
Chrześcijański charakter zwiększa wpływ. W całej Biblii i historii rozwoju Kościoła chrześcijańskiego na świecie możemy zobaczyć, że pobożni ludzie służyli jako osoby wpływowe. Wykorzystywali oni zdolności dane im przez Boga, aby sprostać powierzonym im przez Boga obowiązkom i wpływać na grupę ludzi, kierując ich ku Bożym celom. Państwo również mogą to robić, na swój własny, dany przez Boga sposób. Wszyscy możemy nauczyć się, jak wywierać wpływ na otaczających nas ludzi. Jakie są Państwa zdolności dane przez Boga? Jakie są Państwa obowiązki? Kto znajduje się w Państwa sferze wpływów? Czy mogą Państwo służyć im, wpływając na nich zgodnie z Bożym zamysłem? Czy to uczynią? Bóg szkoli Państwa, abyście mogli to robić. Boży program szkoleniowy pomoże Państwu wzrastać i zwiększać swój wpływ w swoim świecie – swojej sferze wpływów – która jest częścią Jego świata.
Bóg i wzrost Państwa wpływów
Bóg jest zaangażowany w rozwijanie Państwa wpływów. Jego program szkoleniowy obejmuje szeroki wachlarz czynników, takich jak ludzie, spotkania, lekcje, okoliczności i próby, których używa do rozwoju swoich pracowników. Bóg zna wytrzymałość stali, którą poddaje próbie. W każdej próbie lub lekcji Mistrz Mentor jest w pełni świadomy Państwa potencjału, obecnej siły oraz ilości stresu, gorąca lub presji, które mogą Państwo i muszą Państwo wytrzymać, aby zrealizować cały swój potencjał. Co więcej, procesy hartowania Boga są doskonałe. Zawsze możemy zdać tę próbę. „Nie spotkała Państwa żadna pokusa, która nie byłaby wspólna dla ludzi. Bóg jest wierny; nie pozwoli, aby Państwo byli kuszeni ponad to, co możecie znieść. Kiedy będziecie kuszeni, zapewni Państwu również wyjście, abyście mogli to wytrzymać” (1 Kor 10,13). To jest nasza gwarancja – możemy przejść każdy test. Te stwierdzenia mają trzeźwy i logicznie konieczny wniosek: to nasza wina, jeśli ponosimy porażkę!
Często nie doceniamy samych siebie. Myślimy, że nie jesteśmy w stanie wytrzymać presji życia, a Bóg wie, że jesteśmy w stanie. Jęczymy i narzekamy Bogu w modlitwie, ale On trzyma nas w ogniu. Kiedy doświadczenie edukacyjne dobiega końca, okazuje się, że Bóg miał rację, a my się myliliśmy. Byliśmy w stanie to zrobić i zrobiliśmy to – i dzięki temu jesteśmy lepsi. Najtrudniejsze próby Boga są dla nas największym komplementem. Każda próba jest sposobem, w jaki Bóg mówi do Państwa: „Poradzicie sobie z tym — dacie radę. Wiem, że potraficie. Dzięki temu mogę Państwa rozwijać”.
Duchowość — cel rozwoju
Formacja duchowa to rozwój życia wewnętrznego osoby wierzącej, dzięki czemu doświadcza ona więcej Chrystusa, a mniej siebie samej. Stopniowo odzwierciedlamy cechy Chrystusa w naszej osobowości i codziennych relacjach. Coraz bardziej doświadczamy mocy i obecności Chrystusa działającego przez nas, aby zachęcić innych do realizacji Bożego planu.
Jak wzrastać w duchowej władzy? Za każdym razem, gdy pokonują Państwo giganta w swoim życiu, stają się Państwo bardziej pewni siebie, a inni coraz bardziej uznają Państwa za pogromcę gigantów. Czasami nie będzie Pan/Pani świadomy/a, że posiada duchową władzę – po prostu wie Pan/Pani, co robić w sytuacjach duchowych, a inni uznają słuszność Pańskich metod i rad. Słuszność Pańskich metod i rad jest „oznaką” Pańskiej duchowej władzy. Duchowa władza rozwija się poprzez próby i doświadczenia. Powinna być głównym środkiem władzy wpływającym na innych.
Kiedy miałem pięć i sześć lat, chorowałem na gorączkę reumatyczną i przez większość lata między przedszkolem a pierwszą klasą byłem przykuty do łóżka. Przez całą pierwszą klasę nie byłem tak silny jak moi koledzy z klasy. Pamiętam, że w tym roku wróciłem sam do domu z kościoła, w którym moi rodzice byli pastorami. Bardzo świadomie przysunąłem krzesło z jadalni na środek salonu i uklęknąłem, aby się modlić. W moim rodzinnym mieście Keokuk w stanie Iowa chłopcy z lokalnego YMCA raz w tygodniu, w określonym dniu, wyruszali na piesze wycieczki. Aby wziąć udział w tych zajęciach, trzeba było mieć ukończone siedem lat. Uklęknąłem na krześle i modliłem się, aby po ukończeniu siedmiu lat móc uczestniczyć w tych wycieczkach. Następnego lata 1951 roku moje urodziny wypadły dokładnie w dniu, w którym zaplanowano wycieczkę w tym tygodniu. W dniu, w którym skończyłem siedem lat, po raz pierwszy wybrałem się na wycieczkę YMCA! Byłem nie tylko szczęśliwy, że nabrałem siły, aby móc uczestniczyć w takiej wycieczce, ale byłem również pod ogromnym wrażeniem faktu, że Bóg tak dobrze wysłuchał moją modlitwę, że w dniu, w którym skończyłem siedem lat, wybrałem się na tę wycieczkę! W moim młodym sercu rozpoczął się proces formacji duchowej. Bóg wysłuchał moją modlitwę lepiej, niż ją zanosiliśmy! Kiedy patrzę wstecz na to, jak Bóg kierował moim życiem, widzę, że już wcześnie zaczął rozwijać we mnie szacunek dla modlitwy.
Poprzedniego lata, kiedy dochodziłem do siebie po gorączce reumatycznej, pomagałem babci składać ręczniki wyjęte z naszej nowej elektrycznej suszarki do ubrań. Latem 1950 roku była to niezła maszyna! Owinąłem ręcznik wokół głowy, tak jak wyobrażałem sobie turban. Ogłosiłem babci, że kiedy dorosnę, pojadę do Egiptu, będę nosił taki turban i opowiadał tamtejszym chłopcom i dziewczynkom o Jezusie. Babcia natychmiast odpowiedziała: „Pomódlmy się o to”. Tylko babcia nazywała mnie „Rolandem” – a to nie jest moje imię. Jest to ważne, ponieważ zdanie z modlitwy, które do dziś pozostało w mojej pamięci, brzmi: „Drogi Boże, spraw, aby nasz Roland stał się najwspanialszym misjonarzem, jakim tylko może być”. Od tego momentu moim pragnieniem było stać się najlepszym misjonarzem, jakim tylko mogłem być.
W połowie lat 70. do moich obowiązków jako misjonarza w Korei należało kierowanie obozem młodzieżowym każdego lata. Pewnego lata deszczowa pogoda zepsuła zarówno nasz program sportowy, jak i nastrój. Ubrania uczestników obozu i nasze miejsca noclegowe nie wysychały. W warunkach intensywnej wilgoci między pastorami a nauczycielami, którzy pełnili rolę opiekunów, wybuchły kłótnie. Te dwie frakcje — pastorzy i nauczyciele — miały różne pomysły na to, jak powinien być prowadzony obóz i co zrobić z obecnymi trudnościami. Kiedy stało się jasne, że nie ma ludzkiego rozwiązania tych problemów, poświęciłem jeden dzień na post i modlitwę. Po upewnieniu się, że wszyscy zjedli śniadanie i rozpoczęły się poranne zajęcia, poszedłem górską ścieżką do szczeliny w cieniu małych drzew, aby się modlić. Byłem wzruszony do łez, gdy wyznałem: „Panie, przez całe życie chciałem być misjonarzem. Jeśli nie potrafię modlić się o rozwiązanie tych problemów, nie zasługuję na to, by być misjonarzem. Jeśli nie mogę być misjonarzem, nie zasługuję na to, by być w Korei”. Płakałem przed Panem. Modlitwa mojej babci była bardzo żywa: „najlepszy misjonarz, jaki tylko może być”. Te słowa nie były dla mnie drwiną, ale wyzwaniem.
Minęły godziny modlitwy, błagań i próśb. Pod koniec popołudnia niebo się przejaśniło, powiał świeży, suchy wiatr, a uczestnicy obozu cieszyli się programem sportowym. Usłyszałem, jak jeden z pastorów zauważył, jak bardzo zmienił się dzień między porankiem a popołudniem. Uśmiechnąłem się do siebie. Po raz kolejny uświadomiłem sobie moc modlitwy. Marzenie sześcioletniego dziecka, modlitwa babci, modlitwa sześcioletniego chłopca i wędrówka siedmioletniego chłopca były częścią duchowego kształtowania, które przygotowało mnie do wyzwania w tych koreańskich górach i innych, jeszcze większych, które nastąpiły w miastach. Bóg nadal wykorzystuje ludzkie doświadczenia, aby rozwijać duchowość – podstawę zdolności Jego pracowników do służby i wywierania wpływu. Wiele lat po tym, jak moja babcia odeszła do Pana, jej modlitwa nadal miała na mnie wpływ.
Duchowość a umiejętności
Porównajmy rozwój duchowy z rozwojem umiejętności. Służba i wywieranie wpływu wynikają z tego, kim jesteśmy – z „bycia” osobą duchową. Nasze istnienie jest podstawą naszych myśli i działań, a nasze działania wynikają z tego. Z drugiej strony, rozwój umiejętności odnosi się do rozwoju dowolnej liczby zdolności, które przygotowują Państwa do wykonywania zawodu.
W mojej obecnej pracy – szkoleniu misjonarzy i pastorów – stosunkowo łatwo jest uczyć umiejętności. Możliwe jest przeprowadzenie kandydatów przez nasz program i wyposażenie ich w narzędzia koncepcyjne do służby międzykulturowej w ciągu dwóch lat, które zajmuje ukończenie programu. Wyszkolony kandydat ma osiem do dziesięciu lat przewagi nad niewyszkolonym kandydatem, który musi uczyć się misjologii poprzez trudne doświadczenia i obserwację w terenie. W ciągu dwóch lat nie da się rozwinąć duchowo kandydata tak, aby stał się osobą służącą, współczującą, modlącą się, cierpliwą i życzliwą, wrażliwą na głos Boga, posłuszną Słowu Bożemu, o skruszonym sercu i uległym duchu. Rozwój duchowy trwa całe życie. Nauka spraw poznawczych zajmuje tylko kilka miesięcy, ale kształtowanie charakteru duchowego trwa lata. Ważne kwestie duchowe wynikają bardziej z całego życia duchowego kształtowania się niż z ćwiczeń akademickich. Dlatego Bóg działa poprzez rodziców i inne fundamentalne wpływy, ucząc posłuszeństwa i kształtując charakter już od najmłodszych lat. Później Bóg może posłużyć się Biblią, chrześcijańskim nauczycielem lub profesorem seminarium, aby przekazać pewne umiejętności. Dlatego nawet jeśli dodają Państwo umiejętności do swojej duchowości, niech duchowość pozostaje Państwa priorytetem.
Kontynuując realizację Bożego planu służenia Mu, niech Bóg broni Państwa przed najmniejszym nawet osłabieniem w dążeniu do duchowego kształtowania się. Realizujcie go z buldogową wytrwałością. Każda okazja, duża lub pozornie mała, jest ważna. „Kto jest wierny w niewielu rzeczach, ten jest wierny i w wielu, a kto jest nieuczciwy w niewielu rzeczach, ten jest nieuczciwy i w wielu” (Łk 16:10). Kiedy odnosimy sukcesy w podstawowych sprawach, Bóg wie, że może nam powierzyć sukcesy publiczne. Nie ma małych zadań.
Osobiste poszukiwanie i miłość do Boga są fundamentalnie ważne. Nigdy nie wolno nam być bardziej zachwyceni naszą wizją niż naszym Panem. Kiedy szukamy Boga dla tego, kim On jest, a nie dla służby, którą może nam powierzyć, rozwijamy się duchowo. Nasza służba Panu jest lepsza, gdy nie jest najważniejsza. Kiedy najpierw szukamy, kochamy i wielbimy Boga, On wie, że na długiej drodze naszej reputacja nie będzie naszym bogiem. Można Państwu zaufać, że będą Państwo Mu posłuszni. Większość naszych wspaniałych projektów zaczyna się od tego, że są one realizowane dla Pana. Dopiero stopniowo projekty Boga stają się naszymi. Państwa wyzwaniem jest pozostawienie każdego projektu Jego własnością. Małe rzeczy są ważne. W rzeczywistości tylko wydają się małe. To, jak Państwo sobie z nimi radzą, jest ważnym wskaźnikiem Państwa charakteru.
Ciągły proces
Doświadczenie edukacyjne odnosi się do wszystkiego w historii naszego życia, czego Bóg używa, aby szkolić Państwa do służby, budować Państwa wiarę, kształtować uczciwość lub uczyć posłuszeństwa i powagi w służbie Bogu. W całym tym procesie to Bóg kieruje programem nauczania. On jest rekruterem, selekcjonerem, rejestratorem, dziekanem, doradcą akademickim, planistą kursów, przewodniczącym komisji programowej oraz osobą odpowiedzialną za ocenę, egzaminy i ostatecznie ukończenie studiów. Jest to proces trwający całe życie.
Proces ten trwa niezależnie od tego, czy są Państwo tego świadomi, czy nie. Uświadomienie sobie tego procesu może pomóc Państwu dostrzec kierunek, w którym Bóg Państwa prowadzi i rozwija. Zwiększona świadomość tego procesu i jego końca może pomóc Państwu skuteczniej współpracować z Bogiem, zamiast walczyć z Nim. Aby proces ten przebiegał jak najlepiej, muszą Państwo nauczyć się żyć z tym pytaniem i regularnie zadawać sobie pytanie: „Czego Bóg uczy mnie poprzez to doświadczenie?”.
Wiosną 1996 roku, po kilku rozmowach kwalifikacyjnych na Uniwersytecie Oral Roberts (ORU), zdałem sobie sprawę, że mogę zostać zaproszony do pracy jako profesor w seminarium. Zmagając się z decyzją, czy opuścić pole misyjne, aby szkolić misjonarzy w Stanach Zjednoczonych, z podziwem patrzyłem na ogromne możliwości misyjne w Chinach kontynentalnych i rozwijając swoje umiejętności pisania po chińsku, byłem bardzo zadowolony z życia w Pekinie. Zastanawiałem się więc nad najtrudniejszym wyborem, jakiego kiedykolwiek musiałem dokonać – czy pozostać misjonarzem, czy zostać szkoleniowcem następnego pokolenia misjonarzy. Pewnego dnia wyznałem: „Panie, naprawdę wolałbym pozostać na polu misyjnym”, na co Pan wyraźnie odpowiedział: „I właśnie dlatego potrzebuję Pana w sali lekcyjnej!”. Od tego momentu wiedziałem, że Bóg chce mnie w ORU. To doświadczenie nauczyło mnie, że Pan żniwa, który wysyła, ma również prawo odwołać – nie miałem prawa zakładać, że zawsze będę tam, gdzie byłem w tamtym czasie. Ponownie nauczyłem się również, że służba nie była moim bogiem, ale Bóg – ważna lekcja, której wielokrotnie się uczyłem.
Moje wahanie przed opuszczeniem pola misyjnego i rozpoczęciem służby w sali lekcyjnej w moim ojczystym kraju nie miało nic wspólnego z wartością, jaką przypisywałem szkoleniu misjonarzy. Wiązało się to raczej z moją wielką miłością do misji i zadowoleniem z pracy za granicą. Obecnie żyję w napięciu między świadomością, że jestem w zgodzie z wolą Boga w sali lekcyjnej, a moją pasją i preferencjami dotyczącymi pracy w terenie. Jednak wolę żyć w tym napięciu i dać moim studentom możliwość podchwycenia mojego zapału do pracy w terenie, niż zbytnio zadowolić się pracą w sali lekcyjnej i wychować nudnych studentów.
Jestem zorientowany akademicko i wymagam od moich studentów doskonałości. Niemniej jednak moje doświadczenie w terenie i miłość do pracy w terenie są dla mnie ważniejsze niż akademicka kariera. Akredytowane seminaria znane są z osiągnięć akademickich, naukowych, edukacyjnych i intelektualnych. Są to rzeczy, które również kocham i które należy utrzymać. Nie są one jednak tak ważne jak duchowość i charakter. Bez nich żaden chrześcijański pracownik nie odniesie sukcesu w oczach Boga, bez względu na to, jak wielkie sukcesy odnosi w nauce.
Dziękujemy Bogu za to, czego możemy nauczyć się od nauczycieli i z książek, ale program Boży jest bardziej kompleksowy. Obejmuje on wiele pozytywnych doświadczeń, dzięki którym zyskają Państwo pewność siebie. Obejmuje on również trudne doświadczenia, dzięki którym nauczą się Państwo bardziej polegać na Bogu. Jego doskonały proces rozwoju Państwa charakteru i zwiększania Państwa wpływu działał już przed Państwa narodzinami. Kiedy uczymy się, jak On działa, każdego dnia stajemy się bardziej „pewni, że Ten, który rozpoczął w Państwu dobre dzieło, będzie je kontynuował aż do dnia Chrystusa Jezusa” (Filipian 1:6). Kiedy uczymy się, w jaki sposób Bóg wykorzystuje nasze własne doświadczenia, aby nas rozwijać, jesteśmy bardziej skłonni uchwycić przesłanie, które On w nich zakodował. Nasze doświadczenia są „ilustracjami” w planie nauczania Boga. Odnalezienie „sensu” każdej ilustracji jest dla nas wyzwaniem, które musimy odkryć, zadaniem dla uważnego ucznia i nagrodą dla zręcznego gracza.
Szersza perspektywa
Program szkoleniowy Boga ma na celu stworzenie grupy zaufanych mężów stanu – królów i kapłanów – którzy będą zarządzać sprawami Jego wiecznego królestwa. Powierzy im On obowiązki namiestników i będą oni na zawsze godni zaufania pod Jego władzą. Jest to ostateczny cel programu szkoleniowego Boga na ziemi. Istnieją jednak dwa powszechne nieporozumienia, które mylą nasze myślenie w tej kwestii i dlatego niektórych z Państwa odciągają od pełnego udziału w szkoleniu.
Pierwszym z nich jest coś, co można nazwać „filozofią procesu”. Osoby wyznające ten pogląd skupiają się na procesie szkolenia jako procesie – zajmują się interakcją między ludźmi a okolicznościami. Nadmiernie podkreślają autonomię człowieka i postrzegają Boga jako raczej niezaangażowanego. Wierzą, że życie jest tylko procesem, a wszelkie znaczenie, jakie w nim widzą, dotyczy wyłącznie teraźniejszości. Ponieważ brakuje im szerszej perspektywy, nie rozumieją, że to życie jest tylko poligonem doświadczalnym dla naszych obowiązków w wiecznym królestwie Bożym. Nie dostrzegają podwójnego działania polegającego na życiu na ziemi dla chwały Bożej i jednoczesnym szkoleniu się poprzez nie do życia wiecznego.
Inni z nas są „deterministami”, którzy wierzą, że Bóg zaplanował każdy ruch. Myślą, że to oni podejmują decyzje, ale tak naprawdę to Bóg kontroluje wszystko, pociągając za sznurki swoich marionetek. Ponieważ zaprzeczają roli wolnej woli, którą dał nam Bóg, nie rozumieją również aspektu szkoleniowego życia ziemskiego. Nie rozumieją, że ich reakcja na program szkoleniowy Boga jest ważną częścią tego szkolenia. A zatem ani filozofowie procesowi, ani deterministowie nie mają racji.
Zrównoważone stanowisko chrześcijańskie jest połączeniem zarówno szczegółowego zaangażowania Boga, jak i ludzkiej autonomii (wolnej woli). Bóg jest bardzo zainteresowany tym, jak reagują Państwo na Niego, ponieważ rozwój mężów stanu jest dla Niego bardzo ważny. Wyrafinowani królowie i kapłani są Jego najwyższą formą kreatywności, Jego najpiękniejszą sztuką, Jego najlepszym wierszem. Nie zaprzeczając dramatyczności życia w programie szkoleniowym, większy dramat, który ostatecznie rozegra się w naszej udoskonalonej roli mężów stanu w Królestwie, jest nieskończenie ważniejszy. Ta perspektywa daje nam cierpliwość, aby przejść przez obecną dyscyplinę, radości, smutki, wzloty i upadki. Wiemy, że to doświadczenie jest jedynie przygotowaniem. Cieszymy się, że możemy przeżyć każde doświadczenie w pełni i wyciągnąć z niego wszystko, co się da. Dzieje się tak, ponieważ wiedzą Państwo, że proces ten jest kierowany przez Boga, który jest bardzo zaangażowany, a jednocześnie ufa Państwu, że właściwie wykorzystają Państwo swoją wolną wolę. Jednak często jest w nas trochę filozofa procesu – czasami zapominają Państwo, że Bóg jest bardzo zaangażowany w ten proces i że opieranie się mu oznacza opieranie się Bogu. Jest w nas też trochę deterministy. Czasami zapominamy, że mamy wolną wolę i że Bóg oczekuje od Państwa wyważonej, pozytywnej reakcji na szkolenie, które zapewnia w okolicznościach i wśród ludzi wokół Państwa.
Filozofowie procesu nie dostrzegają celu programu szkoleniowego, a deterministowie nie dostrzegają swojej odpowiedzialności w nim. Ci z Państwa, którzy mają zrównoważone podejście, są jednak gotowi przyjąć swoje doświadczenia z największym entuzjazmem. Najgłębiej doceniamy wydarzenia życiowe, ponieważ znamy cel, który się za nimi kryje. Dla Państwa wszystkie doświadczenia, nawet te, które wydają się nieistotne, są okazją do rozwoju. Jeśli przegapimy te okazje do postępu, staną się one okazją do regresu. Każde doświadczenie jest nową okazją do wykazania się uległością, posłuszeństwem i zrozumieniem powierzonej władzy. Rozumiemy naszego Ojca, Jego cele dotyczące wieczności i nas samych, cel programu szkoleniowego, powód, dla którego w nim uczestniczymy, oraz znaczenie odraczania gratyfikacji. Potrafimy być cierpliwi podczas procesu szkolenia. Kultywujemy nawyk uczenia się poprzez doświadczenie, ponieważ oczekujemy ukończenia programu — prawdziwie chwalebnej koronacji.
