NAWYK SIEDEMNAŚCIE: Bądź Blisko ze Swoim Ojcem w Niebie
Nawyki wysoce skutecznych chrześcijan
„Jak wielka jest miłość, jaką obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi”. J 3,1
W ostatnim rozdziale skupimy się na bliskości naszej relacji z Ojcem Niebieskim. Rozważając bliskość z Bogiem, zachowujemy szacunek, podziw i zachwyt dla Jego chwały, wielkości i doskonałości, ale dodajemy do tego coś jeszcze. Jeśli szanujemy Boga tylko za Jego wielkość i niesamowitą moc, tracimy ważny aspekt Jego osoby. Musimy również wziąć pod uwagę Jego łagodną, delikatną i czułą stronę – nasze postrzeganie Go (jako Tatę) i to, kim On chce, abyśmy dla Niego byli (Jego własnymi małymi chłopcami i dziewczynkami). Nie można być kompletnym bez równowagi. Jeśli chcą Państwo uzyskać dokładny obraz, muszą Państwo zrównoważyć swoje postrzeganie silnej i dynamicznej strony Boga poprzez zrozumienie Jego czułej i przystępnej strony.
Wybrałem się na sześciomiesięczną podróż sabatową/misyjną do Republiki Południowej Afryki i Indii. Podczas tej podróży przeprowadziłem eksperyment, aby dowiedzieć się, jak zwiększyć skuteczność służby — zwiększyłem dzienną ilość czasu poświęcaną na modlitwę. Rzeczywiście, stałem się bardziej skuteczny w służbie. Nieoczekiwanym rezultatem była jednak nowa bliskość z Bogiem.
Dwa aspekty wielkości Boga
Podczas czterech miesięcy spędzonych w Indiach miałem wiele okazji, aby przedstawić słuchaczom dwie wspaniałe myśli wspomniane w rozdziale 13 (Zrozumcie szerszy obraz) — Bóg jest zarówno wielki, jak i bliski. Gdyby był tylko wielki i potężny, ale nie bliski i troskliwy, mógłby Państwu pomóc, ale tego nie zrobiłby. Gdyby był tylko bliski i troskliwy, ale nie wielki i potężny, mógłby okazywać współczucie, ale nie mógłby pomóc Państwu w rozwiązywaniu problemów. To połączenie Jego wielkiej mocy i bliskości sprawia, że jest On tak cudownie wyjątkowy. Różni się to znacznie od indyjskiej koncepcji politeistycznej, zgodnie z którą istnieje wielu okrutnych i odległych bogów, których bezradni ludzie próbują przebłagać, aby uniknąć zła. Fakt, że prawdziwy Bóg jest zarówno wielki, jak i bliski, oznacza, że może Państwu pomóc i że to zrobi.
Za każdym razem, gdy dzieliłem się tymi przemyśleniami, moi słuchacze reagowali z radością. Wyjaśniałem, że Bóg jest nie tylko wielki i potężny (zdolny do pomocy), ale także bliski i troskliwy (chętny do pomocy). Państwa indyjscy słuchacze z łatwością dostrzegali kontrast między Bogiem Biblii a wieloma bogami Indii. Omawiając te głębokie teologiczne prawdy o mocy Boga i Jego gotowości do pomocy, nigdy nie używałem słów „transcendencja” ani „bliskość”. Niemniej jednak moim zamiarem było podzielenie się tymi wielkimi ideami w sposób, który byłby dla Państwa łatwy do zrozumienia, a dla tłumacza łatwy do przetłumaczenia.
Ta ilustracja stanowi punkt wyjścia do dyskusji na temat naszej bliskiej relacji z Bogiem jako naszym Ojcem. Nie możemy w pełni zrozumieć całej wielkości Boga, rozważając jedynie Jego moc twórczą, majestat, mądrość i doskonałą wiedzę. Istnieje jeszcze inna czuła, intymna i równie cudowna strona wielkości Boga – jest On również bliski, ciepły, przyjazny, czuły, akceptujący i przystępny. Być może będą musieli Państwo zmienić swoją perspektywę, aby docenić tę czułą stronę Boga, ale naszym celem jest postrzeganie rzeczy z Bożej perspektywy. Ponieważ Bóg daje nam zdolność postrzegania rzeczy z Jego punktu widzenia, powinniśmy spodziewać się zmian w naszym postrzeganiu. Jeśli spojrzymy na rzeczy z nowej perspektywy – z Bożym postrzeganiem – będziemy mogli docenić idee przedstawione w kolejnych akapitach.
Wyjątkowa okazja do zmiany paradygmatu
Po powrocie z Indii postanowiłem poświęcić trzy dni na samotność z Bogiem, kiedy moje doświadczenia z zagranicy były jeszcze świeże w mojej pamięci. Poprosiłem Boga, aby dał mi swoje własne podsumowanie, abym mógł przetworzyć to, czego nauczyłem się od Niego poprzez modlitwę. Chciałem również w pełni zrozumieć to, czego nauczyłem się o procesie uczenia się poprzez modlitwę. Wzrost mocy w głoszeniu i nauczaniu oraz nowe spojrzenie na stare prawdy podczas sześciu miesięcy spędzonych za granicą były głębokie i nie chciałem powrócić do poprzedniego schematu. Chciałem, aby Bóg pokazał mi swoje priorytety i system wartości. Co było dla Niego ważne, a co nieistotne? Co było dla Niego cenne, a co bezwartościowe? Co warto było realizować, a co należy traktować z względną lekceważeniem? Postanowiłem dostosować swój system wartości, aby bardziej odpowiadał Jego systemowi. Poważnie prosiłem o zmianę paradygmatu. Podróż do Indii dobiegła końca, a obowiązki w Stanach Zjednoczonych nie zostały jeszcze wznowione. Wykorzystałem ten czas „pomiędzy” na prośbę Boga o wgląd.
Biblia mówi: „Zbliżcie się do Boga, a On zbliży się do Państwa” (List św. Jakuba 4:8). Na podstawie użycia słowa „zbliżyć się” możemy założyć, że Bóg pragnie bliskiej relacji z nami. Preferuje On, aby nasza relacja była bliska, a nie odległa; łagodna, a nie surowa; ciepła, a nie zimna. Pragnie, aby była ona przyjazna i intymna, a nie wroga, pełna urazy lub charakteryzująca się wyłącznie podziwem, szacunkiem, strachem i czcią. Te reakcje są naturalnym aspektem relacji z Świętym Bogiem. Jednak pomijając aspekt przyjazny i intymny, tracimy coś ważnego.
Być może moja modlitwa o zbliżenie się do Boga napędzała moje własne wysiłki, aby zbliżyć się do Niego. Natychmiast zacząłem moje poranne modlitwy, wyobrażając sobie siebie u stóp podwyższonej platformy, na której Bóg siedział na swoim chwalebnym tronie. Mówiłem coś w rodzaju: „Ojcze, oto jestem pośród chwalebnego blasku płynącego z Pańskiego potężnego tronu. W całym świetle, jasności, kolorach, blasku, zapachu i chwale tego miejsca, pośród dźwięków wielu głosów śpiewających i wychwalających Pańską wielkość, tak że ziemia drży od grzmiącego głosu, wznoszę swój głos w podziwie dla Pańskiej wielkości i majestatu. Padam przed Państwem na twarz, z głębokim szacunkiem i pokorą; uznaję Pańską wyższość i niezwykłą wielkość”. Wyobrażanie sobie siebie w sali tronowej Boga i wyrażanie się w ten sposób sprawiało, że moja modlitwa była dla mnie bardziej realna, świadoma i znacząca niż zwykłe wypowiadanie znanych mi od wielu lat słów modlitwy.
Po kilku chwilach uwielbienia Boga w ten sposób, zazwyczaj przechodzę do kolejnego kroku. Zwykle mówię coś w rodzaju: „A teraz, z ostrożnością i podziwem, podnoszę głowę z ziemi, aby spojrzeć na Pańskie piękno i uroczą twarz. Widzę, jak się do mnie uśmiecha Pan i kiwa głową. Traktuję to jako Pańskie zaproszenie do wejścia po schodach i zbliżam się do Pańskiego tronu. Uśmiechają się Państwo i zachęcają mnie, abym zbliżył się jeszcze bardziej. Wchodzę na Pańskie kolana, kładę głowę na Pańskim ramieniu, a jedną rękę kładę na Pańskim ramieniu, a drugą obejmuję Pańską szyję. Szepczę z głębokim uczuciem do Pańskiego ucha: „Tatusiu, kocham Pana. Tatusiu, kocham Pana”. Po kilku chwilach takiej intymnej rozmowy z Bogiem schodzę z Państwa kolan, tronu i platformy, aby kontynuować moją normalną rutynę modlitwy i wstawiennictwa na dany dzień.
Kilka zalet spędzania czasu na kolanach Taty
Podczas sześciu miesięcy spędzonych na codziennej modlitwie za granicą, zbliżałam się coraz bardziej do Boga. Coraz łatwiej było mi spędzać więcej czasu na modlitwie każdego dnia. Nauczyłam się cieszyć się bardziej relaksującym tempem, przechodząc od uwielbienia do modlitwy, zatrzymując się tak długo, jak chciałam na każdym punkcie. Wiedziałam, że doświadczam duchowej przemiany, która trwała nadal po moim powrocie do Stanów Zjednoczonych. Rankiem 2 stycznia 2003 roku – ponad tydzień po moich trzech dniach samotnych rozmów z Bogiem – przystąpiłem do modlitwy opisanej powyżej, z jedną istotną zmianą: w momencie, w którym zwykle schodziłem z kolan Boga, Jego tronu i platformy, poczułem głęboką tęsknotę, by pozostać na Jego kolanach. Powiedziałem Mu o tym, a On zaprosił mnie, bym został. Przez resztę czasu modlitwy pozostałem na Jego kolanach, zmieniając słownictwo tak, aby było odpowiednie dla dziecka rozmawiającego ze swoim tatą.
Łatwiej jest modlić się rutynowymi modlitwami, gdy Bóg jest w niebie, a my na ziemi, lub gdy jesteśmy w tłumie lub daleko od tronu. Jednak trudno, jeśli nie niemożliwe, jest modlić się frazesami, gdy siedzi się na Jego kolanach i rozmawia z Tatą. Sztampy mogą pomóc nam w dalszym wypowiadaniu słów, kiedy modlimy się na głos, ale nie przyczyniają się one do pogłębienia rozmowy. Mogą sprawić, że nasze modlitwy brzmią ortodoksyjnie i są akceptowalne dla wszystkich wokół, ale nie dodają znaczenia tej chwili w prywatnej, osobistej modlitwie. Kiedy rozmawia się z Tatą, musi się być prawdziwym. Muszą się Państwo skupić na tym, co mówią, aby przekazać coś znaczącego. Kiedy wyobrażają sobie Państwo, że opierają się o Jego ramię i rozmawiają z Nim intymnie, niezwykle nie na miejscu jest wypowiadanie często powtarzanych fraz, mając myśli gdzie indziej. Za każdym razem, gdy łapię się na tym, czuję się jeszcze bardziej zawstydzony niż wtedy, gdy moje myśli błądziły, gdy modliłem się po prostu w moim miejscu modlitwy na ziemi. Wejście w duchu przed tron Boga sprawia, że umysł rzadziej błądzi. Wspinanie się na kolana Ojca i mówienie Mu bezpośrednio do ucha sprawia, że błądzenie umysłem i frazesy stają się jeszcze bardziej nie na miejscu. Bycie na Jego kolanach to niesamowity i święty przywilej. Kiedy mówimy do ucha Ojca, każde wypowiedziane słowo i każda wyrażona myśl nabierają nowej głębi i bogactwa. Wszechświat i wyzwania, przed którymi stajemy na ziemi, są postrzegane inaczej z kolan Ojca – tam wszystko wygląda inaczej. Problemy wydają się bardzo małe, niegroźne i łatwe do rozwiązania.
Siła słów
Słowa przekazują znaczenie. Kiedy używamy słów takich jak święty, wywyższony, podniesiony, wysoki, potężny, chwalebny i niesamowity, oddajemy cześć Bogu w Jego wspaniałości — i słusznie. Jednak używając tych słów, zwłaszcza jeśli używamy wyłącznie tego rodzaju słów, możemy również nieświadomie oddalać Boga. Jednak użycie słowa „Abba” przez Jezusa i Pawła (Mk 14:36, Rz 8:15, 16) pomaga nam uświadomić sobie, że Bóg jest blisko. Abba oznacza ojciec lub tata w języku aramejskim, a użycie tego słowa przez Jezusa, modlącego się w codziennym języku rodziny, sprawia, że Bóg wydaje się bliższy, nawet jeśli żydowscy współcześni Jezusa uznaliby to za brak szacunku. Abba, użyte w tym kontekście, można przetłumaczyć jako „tata”. Jezus, stojąc w obliczu ukrzyżowania na Golgocie, użył słowa Abba w modlitwie w ogrodzie Getsemani. Paweł dwukrotnie podkreśla synostwo. W Liście do Rzymian pisze: „... otrzymaliście Ducha synostwa. I przez Niego wołamy: «Abba, Ojcze». Sam Duch świadczy wraz z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi” (Rz 8, 15-16). Według Listu do Galatów jesteśmy synami, którzy mają przywilej używania tego imienia. „Ponieważ jesteście synami, Bóg zesłał Ducha swojego Syna do serc waszych, Ducha, który woła: «Abba, Ojcze»” (Galacjan 4:6).
Kilka wersetów Nowego Testamentu cytuje słowa aramejskie, a następnie je tłumaczy. Na przykład słowa Jezusa na krzyżu: „Eloi, Eloi, lama sabachthani?” oznaczają: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15:34). Tłumaczenie zawarte w Piśmie Świętym usuwa mistykę z aramejskich słów. Jednak słowo „Abba” pozostaje nieprzetłumaczone w Ewangelii Marka, Liście do Rzymian i Liście do Galatów. Jeśli „Abba” jest potocznym imieniem ojca, to szkoda, że nie zostało przetłumaczone na język czytelnika jako „tata” lub „ojciec”. Słowo to, używane jako intymne określenie małych dzieci wobec swoich ojców, miałoby większy wpływ – swój pierwotny i dynamiczny wpływ – na czytelników Biblii. Zamiast tego zostało ono wyjaśnione jedynie na marginesie lub w słowniku biblijnym. Niestety, pozostawienie go w języku aramejskim – Abba zamiast Daddy – osłabia wpływ tego słowa i emocje, jakie mogłoby ono wywołać u czytelnika. To zadaniem Ducha Świętego – Ducha Przybrania za Synów – jest zapewnienie nas, że jesteśmy synami i córkami Boga. Starsze dzieci nazywają swoich ojców „tatą”. W oficjalnych sytuacjach mogą zwracać się do nich „ojcze”. Jednak użycie słowa „Abba” wskazuje, że Bóg akceptuje nas jako swoje małe dzieci. Jest On dostępny, aby być blisko i kochany, tak jak kochający ludzcy ojcowie lubią być blisko swoich małych dzieci.
W nawyku 13 (Postrzegaj szerszą perspektywę) omówiliśmy czynnik odwagi. Wspomniałem tam, jak pozytywnie wpłynęło na mnie to, że mogłem nazywać Boga „tatą” jako młody kandydat na misjonarza przygotowujący się do swojej pierwszej misji na Wschodzie. Świadomość, że mój niebiański Ojciec zawsze będzie ze mną, dała mi odwagę, by stawić czoła nieznanemu. Był to wówczas wielki krok naprzód w mojej podróży ku bliskości z niebiańskim Ojcem. Później od czasu do czasu nazywałem Go „tatą”, co przynosiło mi pocieszenie i wzajemną radość. Jednak słowa często mają kilka różnych konotacji. Chociaż „tata” był bardziej intymnym określeniem niż Boski Stwórca, wysoki i wywyższony na swoim wielkim tronie, to „tata” było określeniem, którego używałem w stosunku do mojego ojca prawdopodobnie od około 10 roku życia. Kochałem tatę i często go przytulałem, ale lata przytulania się do niego na kolanach minęły, ponieważ stałem się większym chłopcem. Nasze uściski stały się męskie i pełne brawury, z częstym poklepywaniem po plecach itp. Kiedy zacząłem nazywać Boga „tatą”, był to kolejny krok w kierunku stania się dziecinnym, uznania mojej słabości w przeciwieństwie do Jego siły; Jego mądrości w porównaniu z moją głupotą; Jego ogromnej wiedzy w przeciwieństwie do mojej ignorancji. Był to kolejny ogromny, wielowymiarowy krok koncepcyjny. Bóg znów wydawał się wielki i silny, podczas gdy ja stałem się bardziej świadomy swojej słabości, zależności, niewiedzy i głupoty. Jednocześnie jednak byłem blisko kogoś, kogo kochałem, komu ufałem i z kim czułem się komfortowo, okazując mu dziecięcą czułość. Stałem się głęboko świadomy nowego aspektu relacji, która i tak była już cudowna.
Jezus powiedział: „... jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto więc się uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim” (Mt 18,3-4). Nazywanie Boga „Tatą” wymaga dziecięcej postawy. W tym samym duchu Jezus powiedział do Jerozolimy: „... ileż to razy chciałem zgromadzić wasze dzieci, jak kokosz gromadzi swoje pisklęta pod skrzydłami, a Państwo nie chcieli” (Mt 23, 37). Każda z tych metafor pomaga nam zrozumieć bliską relację, w której maluch bez wahania biegnie, aby być blisko rodzica i czuć się bezpiecznie.
Weźmy „tatę” z jednej metafory i połączmy go z „bieganiem do bezpieczeństwa pod skrzydłami matki kury” z drugiej. Łatwo wyobrazić sobie małego chłopca biegnącego na kolana Boga-Taty, całującego i obejmującego Jego szyję, i obejmowanego przez silne ramiona (skrzydła) miłego i zapewniającego bezpieczeństwo, opiekuńczego ojca. Wydaje się, że jest to część tego, co działo się w duchu Jezusa w czasie wielkiej ekstremalnej sytuacji, ujawniającej Jego człowieczeństwo.
Stał przed Kalwarią i zmagał się w modlitwie, walcząc o wypełnienie woli Ojca. Wtedy Jezus nazwał Boga „Abba” – Tatą (Mk 14:36).
Kiedy się modlimy, nie mamy wątpliwości co do zdolności potężnego Stwórcy do dokonania wszelkich cudów niezbędnych do wysłuchania naszej modlitwy. Rzadko zadajemy sobie pytanie: „Czy Bóg może to zrobić?”. Zazwyczaj pytamy: „Czy Bóg to zrobi?”. Różnica między rozmową z Stwórcą a rozmową z Tatą polega na tym, że Stwórca mógłby to zrobić, a Tata zrobiłby to. Tata zawsze był dostępny, chętny i gotowy do pomocy. Jezus nie mówił o matce kury, która chciała zachować dystans, ale o małych pisklętach, kiedy powiedział: „ale nie chcieliście” (Mt 23:37, podkreślenie moje). Jezus pragnął bliskości. Innymi słowy, Tata chce, abyśmy siedzieli na Jego kolanach. To my wahamy się przed wejściem w taką bliskość. Tata odpowiada na modlitwy lepiej, niż Jego małe dzieci potrafią się modlić. Wiedząc, że kiedy składamy Mu nasze modlitwy, prosząc o nadejście Jego królestwa i spełnienie Jego woli, Tata z pewnością będzie działał na Państwa korzyść. To pokazuje, jak modlitwa do Taty – oprócz zwracania się do Niego jako do potężnego i wszechmocnego Boga – dodaje element czułości, miłości i łaski, którego nie da się łatwo uchwycić, używając wyłącznie słów wielkości, często stosowanych w modlitwie, które powodują dystans. Dystans między grzesznikami a Świętym Bogiem jest oczywiście spowodowany grzechem grzesznika. Jednak nawet po tym, jak stali się Państwo członkami rodziny Bożej, mogą Państwo stworzyć dystans między Bogiem a sobą – poprzez swój grzech lub niechęć do bliskości z Nim – Bóg tego nie robi. Nigdy nie zbliżymy się do Niego, aby spotkać się z Jego oschłą reakcją, która utrzyma Państwa na dystans. Jest On niesamowitym i wielkim Stwórcą, ale czerpie szczególną radość z bycia Państwa Tatą. Jest On nieskończenie więcej niż tylko Państwa Tatą, ale jest również Państwa Tatą.
Tego dnia, kiedy po raz pierwszy usiadłem na kolanach Taty i kontynuowałem modlitwę, nazywając Go i myśląc o Nim jako o Tatą, doznałem objawienia. Odkryłem, że schodząc z Jego kolan, a co gorsza, nigdy na nie nie wsiadając, nieświadomie stworzyłem dystans między Nim a mną. Na wczesnym etapie odkrywania tych prawd zbyt szybko zmieniłem się z małego chłopca na kolanach Taty z powrotem w dorosłą rolę profesora i orędownika. Nie pozostałem małym chłopcem – zależnym, ufnym i, trzeba przyznać, nieświadomym tego, co jest najlepsze. Bycie (lub w końcu stanie się) małym chłopcem taty ujawniło jeszcze więcej lekcji.
Inni na kolanach taty
Później, modląc się za Char, odkryłem, że postrzegam ją jako małą dziewczynkę, która również siedziała na kolanach taty. Zauważyłem, że moje modlitwy za nią były znacznie bardziej czułe, delikatne, troskliwe i pełne współczucia. Chciałem, aby tata ją przytulił, wzmocnił i również odpowiedział na jej modlitwy. Nie było mi trudno wyobrazić sobie wielu małych chłopców i dziewczynki taty, bawiących się, szalejących lub szukających pocieszenia – wszystkich z ranami i problemami, które tata mógł naprawić.
Pomysł dotknięcia Boga może wydawać się Państwu zbyt intymny na pierwszy rzut oka. Jest to jeszcze bardziej prawdziwe, gdy myślimy o długotrwałym, znajomym lub przedłużonym intymnym dotknięciu. Aby uzyskać głębszy wgląd w tę kwestię, proszę rozważyć jedno z imion Boga. Jednym z hebrajskich imion Boga w Starym Testamencie jest El Shaddai, które zazwyczaj tłumaczy się jako „Bóg Wszechmogący”. Imię to może odnosić się do „Boga góry” lub, pierwotnie, prawdopodobnie do „piersi”. Niektórzy twierdzą, że oznacza ono „Wielopiersiowy”, obrazowo ilustrując bogatą zdolność Boga do karmienia wszystkich Jego małych chłopców i dziewczynek.
Char i ja przeprowadziliśmy trzydniową konferencję pastorów w Salur, mieście w północnej części stanu Andhra Pradesh na wschodnim wybrzeżu Indii. Pewnego popołudnia, podczas gdy Char prowadził nauczanie, poszedłem na spacer po sekcji warzywnej na targu. W tej sekcji znajdowała się strefa przeznaczona na odrzucone kawałki warzyw. Młoda rodzina świń hałaśliwie jadła i grzebała w bezużytecznych resztkach. To miejsce musiało wydawać się im rajem dla świń.
Locha miała brzuch pokryty dobrze zaopatrzonymi wymionami, a piszczące, biegające prosięta wydawały się zawsze chcieć więcej pożywienia. Zafascynowany, obserwowałem je przez chwilę. Locha położyła się na boku i ustawiła się tak, aby cała gromadka głodnych prosiąt mogła się wiercić, kręcić i przytulać do fontanny obfitego i pożywnego pokarmu.
Rozmyślając nad tą sceną i ponownie mieszając kilka metafor, myślę o kochającym Tatusi, wzywającym małe pisklęta pod swoje skrzydła, aby znaleźć wiele źródeł pożywienia dla wielu małych chłopców i dziewczynek. Jak maluchy mogłyby cieszyć się, doświadczać lub znaleźć tego rodzaju komfort, gdyby nie były skłonne przytulać się, tulić i przyciskać się do ciała? Tak, Bóg jest Duchem i nie można fizycznie przytulić się do Ducha, ale symbolika i metafory (obie pochodzące z Pisma Świętego) pozwalają na taki obraz mentalny.
Czy mieszanie metafor jest właściwe, gdy rozmawiamy o Bogu i naszej relacji z Nim? Jezus zmieszał metafory w jednym zdaniu, mówiąc: „Nie bójcie się, małe stadko, bo Ojciec wasz zechciał dać wam królestwo” (Łk 12:32). Bóg jest nieskończenie większy, potężniejszy i bardziej złożony niż my. Nasza relacja z Nim ma zbyt wiele aspektów, aby można ją było odpowiednio oddać za pomocą jednego tylko obrazu. Mieszając obrazy słowne, dodajmy jeszcze jeden: „Imię Pana jest mocną wieżą; sprawiedliwi uciekają się do niej i są bezpieczni” (Prz 18,10). Biorąc pod uwagę złożoność wielowymiarowej relacji, jaką mamy z Bogiem, nie powinniśmy mieć problemu z połączeniem znaczeń – bezpieczeństwa pod skrzydłami matki kury, żołnierzy uciekających z pola bitwy do bezpiecznej fortecy oraz obfitego zaopatrzenia dla wszystkich dzieci Abba – Taty – który jest również El Shaddai. Czy potrafią Państwo wyobrazić sobie wielu małych chłopców i dziewczynki Taty jako Jego żołnierzy, którzy od czasu do czasu są maltretowani w bitwie? Czasami potrzebują opieki i uzdrowienia – uciekają się pod ochronę Jego silnych i otaczających ramion, aby znaleźć pożywienie, przytulając się i tuląc do Jego miękkiego, ciepłego i odżywczego źródła? To jest intymność, a Tata ją uwielbia.
Co Tata zrobi z naszymi prośbami?
Kolejnym aspektem przebywania na kolanach Taty jest nowa, intymna perspektywa, jaką zyskują Państwo, prosząc Taty o przysługi. Każde dziecko, które czuje się pewnie w ramionach kochającego Taty, nie boi się prosić go o to, czego pragnie. Kiedy przebywałem na kolanach Taty, zdałem sobie sprawę, że przeglądam osobiste sprawy, o które prosiłem w poprzednich miesiącach. Jednak kiedy użyłem intymnego języka dziecka, dystans, z jakim wcześniej prosiłem o te rzeczy, wydawał mi się zimny i sztuczny. Dlatego, aby zachować spójność z intymnością mojej „nowej” lokalizacji i relacją, jaką miałem z Nim, poprosiłem Tatę o „ciasteczko” pomocy w mojej pracy i „bułkę cynamonową” otwartych drzwi możliwości służenia Mu. Każdą prośbę wyraziłem słownictwem odpowiednim dla małego chłopca rozmawiającego ze swoim tatą. Kiedy przechodzą Państwo od jednej prośby do drugiej podczas modlitwy, efektem tego paradygmatu będzie większa pewność, że Tata Państwa słucha, i większa pewność, że Tata się tym zajmie. Rozmowa jest bardzo realna.
Korekta Taty
W końcu doszedłem do osobistej prośby modlitewnej, którą składałem w tamtych dniach: chciałem zostać przycięty, aby stać się bardziej owocnym. Jezus nauczał, że Jego Ojciec jest Ogrodnikiem i że „każdą latorośl, która wydaje owoc, przycina, aby wydawała jeszcze więcej owoców” (J 15,2). Powiedziałem: „Tatusiu, Ty jesteś Ogrodnikiem. Proszę, przytnij mnie, gałązkę”.
Bóg pokazuje nam na wiele sposobów, że jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi. Jednym z bardzo realnych sposobów, w jaki pokazuje swoje ojcostwo i nasze synostwo, jest gotowość do korygowania nas. Pokazuje nam, że jest naprawdę naszym Ojcem poprzez korygowanie swoich dzieci. Char i ja nauczyliśmy naszych synów, aby mówili i mieli na myśli „Dobrze, tatusiu” lub „Dobrze, mamo”, kiedy ich pouczaliśmy lub karaliśmy. Nie wystarczy, aby dzieci fizycznie doświadczały kar, które wymierzamy jako rodzice; chcemy, aby nasze dzieci chętnie przyjmowały lub akceptowały kary na poziomie duchowym – a nie czuły do nich niechęci, znosząc je fizycznie.
Te myśli skłoniły mnie do zwrócenia się do Taty, tak jak chętne dziecko może poddać się pouczeniom i karom swojego ojca. Powiedziałam: „Tatusiu, zdając sobie sprawę z tego, kim jesteś dla mnie i wiedząc, że jestem bezpieczna w Twoich ramionach, karz mnie, jeśli to konieczne. Chcę być przycinana, aby mogła przynosić owoce”. Nie powiedziałam tego, ponieważ jestem sadystką lub masochistką. Przycinanie to proces, dzięki któremu owocująca gałąź staje się jeszcze bardziej owocująca. Chcę być bardziej owocująca, a poddanie się przycinaniu Ogrodnika – karze od Taty – jest biblijnym procesem, dzięki któremu owocująca gałąź staje się jeszcze bardziej owocująca. W tej chwili największej intymności, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam, modliłam się: „Tatusiu, skoryguj mnie”. Zyskałam nowe zrozumienie Listu do Hebrajczyków 12:5-11, który wkrótce sprawdziłam, aby upewnić się, że moje doświadczenie jest zgodne z Pismem Świętym. Było.
„Zapomnieliście o słowie zachęty, które zwraca się do Państwa jako do synów: «Synu mój, nie lekceważ karania Pana i nie trać ducha, gdy On Państwa karci, ponieważ Pan karze tych, których miłuje, i karze każdego, kogo przyjmuje za syna». Znosić trudności jako karę; Bóg traktuje Państwa jak synów. Któryż bowiem syn nie jest karcony przez ojca? Jeśli nie jesteście karani (a wszyscy są karani), to jesteście dziećmi nieślubnymi, a nie prawdziwymi synami. Co więcej, wszyscy mieliśmy ludzkich ojców, którzy nas karali, a my szanowaliśmy ich za to. O ileż bardziej powinniśmy poddać się Ojcu naszych duchów i żyć! Nasi ojcowie karali nas przez krótki czas, tak jak uważali za stosowne, ale Bóg karze nas dla naszego dobra, abyśmy mieli udział w Jego świętości. Żadna dyscyplina nie wydaje się przyjemna w danej chwili, ale bolesna. Później jednak przynosi ona plon sprawiedliwości i pokoju tym, którzy zostali przez nią wyszkoleni”. Właśnie tego potrzebujemy od Taty.
Biblia mówi: „W miłości nie ma lęku. Ale doskonała miłość usuwa lęk...” (1 J 4:18). Nie musimy obawiać się niesprawiedliwego traktowania ze strony naszego niebiańskiego Taty. Żadne dziecko nie lubi karania, ale dzieci, które kochają i ufają sprawiedliwości swoich ojców, chętnie przyjmują karanie z miłością. Ci, którzy chętnie przyjmują karanie, mają większe szanse na poprawę; ci, którzy są przycinani, mają większe szanse na owocność. Zmiana kursu – karanie – jest niezbędna, aby dotrzeć do celu, niezależnie od tego, czy jesteśmy w statku kosmicznym, jedziemy autostradą, dryblujemy po boisku do koszykówki, czy staramy się być najlepszą wersją siebie. Aby stać się tym, kim możemy być, przyjmijmy karcenie naszego Ojca, choć jeszcze lepiej byłoby je przyjąć z radością. Oto niesamowita korzyść płynąca z nawyku bliskiej relacji z Ojcem Niebieskim. Jeśli jesteśmy blisko naszego Ojca Niebieskiego, stajemy się bardziej ufni i otwarci na proces przycinania, karcenia i owocowania; osiągniemy cel; będziemy wszystkim, czym możemy być; stajemy się najlepszą wersją siebie. Nasza pozytywna i bliska relacja z Bogiem daje nam pozytywne nastawienie do Jego napomnień. Być może nie akceptujemy napomnień od byle kogo, ale z pewnością możemy je akceptować od naszego Ojca — który, nawiasem mówiąc, jest bardzo mądry. Mówi się, że starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Jednak stare psy, które są blisko swojego Ojca, mogą nauczyć się nowych sztuczek.
Ostatecznie, kiedy Bóg karci swoje małe dziecko, jest to komplement. Przewagą małych dzieci Bożych, która pomaga nam akceptować Jego karcenie, jest to, że jesteśmy dorosłymi. W przeciwieństwie do dzieci, jesteśmy wystarczająco dojrzali, aby zrozumieć, że karcenie jest komplementem. Wiemy, że karcenie jest dowodem na to, że jesteśmy ukochanymi dziećmi. Mamy przywilej otrzymywać tę uwagę od naszego doskonale sprawiedliwego i kochającego Ojca. Być może nie akceptujemy karcenia od byle kogo, ale z pewnością możemy je zaakceptować od naszego Ojca.
Osiągnięcie i utrzymanie równowagi
Myślenie o Bogu wyłącznie jako o potężnym i odległym jest brakiem równowagi. Nieprawidłowe jest również postrzeganie Go jako kochającego ojca, który nie stawia żadnych wymagań ani nie sprawuje kontroli, a zawsze traktuje Państwa jak rozpieszczone dziecko. Myśli zawarte w tym rozdziale pomagają nam zrównoważyć nasze postrzeganie Boga, przedstawiając czułą, łagodną i sympatyczną stronę Jego charakteru. Nawet z naszej nowo zrozumiałej pozycji na kolanach Taty, powinniśmy nadal pamiętać o czci dla naszego Świętego Stwórcy. Jeśli jednak czciliście Go tylko jako Stwórcę i nigdy nie siedzieliście na Jego kolanach, to w waszej relacji z Nim jest jeszcze do odkrycia aspekt dodający odwagi i pocieszenia. To odkrycie może być dla was wielkim źródłem siły.
Kiedy Eliasz miał publiczne „spotkanie mocy”, sprowadził ogień z nieba, pokonał i zabił proroków Baala i Aszery na górze Karmel, najpierw „naprawił ołtarz Pański, który tam był” (1 Król. 18:30, podkreślenie moje). Nie musiał budować nowego ołtarza, ani nie używał ołtarza w stanie zniszczonym. Wydaje się to być dobrym wzorem dla nas, gdy chcemy udoskonalić lub dalej rozwijać nasze idee. Kiedy uczymy się nowych idei, nie musimy odrzucać wszystkiego, co znaliśmy lub co było nam drogie. Nowa prawda powinna uzupełniać, wzbogacać i dodawać nowe wymiary, głębię i zrozumienie starej prawdy. Mogą Państwo dodać do swojego repertuaru nowo odkryte uznanie dla Boga jako naszego Ojca, nie odrzucając dotychczasowego zrozumienia Jego mocy i majestatu. Dodajcie Państwo swoje nowe uznanie dla bliskości i intymności z Bogiem do dotychczasowej pewności co do Jego wielkiej mocy i siły.
Tę samą zasadę możemy zastosować do indywidualnego zastosowania każdego z 17 nawyków opisanych w tej książce. Nie musimy całkowicie zmieniać naszego stanowiska w żadnym z nawyków. Każdy nawyk ma potencjał, aby wzbogacić nasze obecne zrozumienie. Byłaby to nasza strata, gdybyśmy czuli, że musimy zgodzić się z jednym, wszystkimi lub żadnym. Dobrą wiadomością jest to, że Duch Święty, Duch prawdy, nauczy nas, jeśli Go o to poprosimy. Przejrzyjcie te idee i wybierzcie te, które pomogą wam „naprawić” wasze ołtarze. Trzymajcie się dobrych idei, które do tej pory dobrze wam służyły w życiu. Świat ma wiele różnych wyobrażeń o tym, jaki jest Bóg i czego od nas wymaga. Nawet wśród chrześcijan istnieją różne opinie na temat tego czy innego fragmentu Biblii. Jest to zdrowe, biorąc pod uwagę, że Bóg stworzył nas tak różnorodnych. Każdy z nas może znaleźć grupę chrześcijan, która najlepiej wyraża to, jak postrzegamy świat.
Większość chrześcijan wie, że nie powinniśmy całkowicie dostosowywać się do systemu świata. Jak powiedział Paweł: „Nie upodabniajcie się do tego świata, ale przemieniajcie się przez odnowienie umysłu” (Rz 12,2). W wielu przypadkach po prostu nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób nieświadomie wpływają na nas wartości świata. W tej książce każdy nawyk ma nas, miejmy nadzieję, odciągnąć od dostosowywania się do wzorców świata i skierować ku przemianie, którą umożliwia odnowienie umysłów. Pragniemy odnowienia naszych umysłów, przemiany naszego światopoglądu i dostosowania naszego spojrzenia do wartości biblijnych. Naszym ostatecznym celem powinno być stanie się wysoce skutecznymi chrześcijanami – najlepszymi wersjami samych siebie. Bóg wykorzystuje każdego z nas w takim stopniu, w jakim Mu na to pozwalamy.
