NAWYK CZWARTY: Módlcie się Zgodnie z Bożym Planem


Nawyki wysoce skutecznych chrześcijan

„To jest pewność, jaką mamy przed Bogiem: że jeśli prosimy o coś zgodnie z Jego wolą, On nas wysłuchuje. A jeśli wiemy, że On nas wysłuchuje – o cokolwiek prosimy – wiemy, że otrzymaliśmy to, o co prosiliśmy”. 1 List Jana 5:14, 15


Kierunek jest ważniejszy niż prędkość. Niezależnie od zużytej energii lub osiągniętej prędkości, jeśli kierunek nie jest właściwy, nie możemy osiągnąć naszego celu. Jeśli słuchamy, kierunek codziennych decyzji może wynikać z naszych modlitw. Podczas modlitwy mamy przywilej przemyśleć wszystkie sprawy, które należy załatwić, zarówno szukając wskazówek od Boga, jak i prosząc o pomoc w sprawach dotyczących spotkań. Wiele dni, kiedy budzik dzwoni, wyciągam się z łóżka z poczuciem, że nie ma nic, co mogłabym tego dnia zrobić. Jednak kiedy kończę modlitwę, wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czas spędzony na modlitwie nadaje ton całemu dniu. Po modlitwie reszta dnia jest jedynie realizacją spraw, które zostały wcześniej załatwione na poziomie duchowym. Modlitwa jest jak powolne kręcenie łańcuchem, który ciągnie kolejkę górską w górę długiej, wysokiej trasy – reszta dnia to przygoda związana z jazdą. Modlitwa jest jak uruchamianie komputera. Kiedy wszystkie programy są gotowe do działania, praca jest znacznie łatwiejsza.


Szybkość jest stosunkowo nieistotna. Robię postępy, jeśli zmierzam we właściwym kierunku, niezależnie od tego, jak wolno przebrnę przez pocztę, e-maile, dokumenty, czytanie, naukę, zajęcia lub spotkania. Plan Boży jest zatem nie tylko wskazówką mojego kompasu podczas modlitwy, ale także przez resztę dnia. Podczas modlitwy i po niej to On, a nie ja, kieruje planem.


Nauczyłem się tej koncepcji podczas sesji pastorskiej na obozie młodzieżowym w Kanadzie latem 1965 roku. Od tego czasu poważnie podchodzę do kwestii ustalenia, czego Bóg chce, i modlę się zgodnie z tym. Obejmuje to nie tylko kierunek modlitwy, ale także wybór tematu, o którym się modlę.


Suwerenność Boga i modlitwa


Na obozie letnim dowiedziałem się o George'u Mullerze. Był to Anglik i legendarny założyciel sierocińców, który w modlitwie przedstawiał Bogu codzienne potrzeby swojej działalności. Muller spędzał dużo czasu na modlitwie, aby zrozumieć wolę Boga. Następnie modlił się przez krótki czas zgodnie z wolą Boga, aby wykonać zadanie. Wywarło to na mnie duże wrażenie i otworzyło możliwości daleko wykraczające poza to, co mogłem sobie wyobrazić. Wkrótce potem wyrobiłem sobie nawyk modlitwy. Od tamtej pory każdego dnia pragnę wiedzieć, co Bóg zamierza, i modlę się zgodnie z tym.


Kiedy wraz z Char mieszkaliśmy w Pekinie na początku lat 90., postanowiliśmy, że będziemy modlić się poważnie i świadomie za rząd Chin. Wybraliśmy Pekin jako miejsce zamieszkania między innymi dlatego, że chcieliśmy skutecznie modlić się w stolicy kraju. W Pekinie decyzje krajowe miały wpływ na większą liczbę ludności niż w jakiejkolwiek innej stolicy świata. Pewnego dnia udaliśmy się na Plac Tiananmen, aby przejść się i modlić wokół Wielkiej Hali Ludowej po zachodniej stronie placu. Jest to budynek, w którym zbiera się chiński Kongres Narodowy, a urzędnicy centralnego rządu często przyjmują zagranicznych gości. Idąc i modląc się wokół Wielkiej Hali Ludowej, staraliśmy się wyczuć, jak Pan prowadzi nas do modlitwy. Byli Państwo gotowi do duchowej walki z niewidzialnym wrogiem. Zamiast tego, skończyło się na tym, że chwalili Państwo Pana za to, co robił w Chinach. Z perspektywy czasu uważam, że ważniejsze było dla Państwa postępowanie zgodne z niewidzialnymi duchowymi realiami – w tym przypadku chwalenie Boga – niż rzucanie się w wir walki motywowanej wyłącznie Państwa własnym wyobrażeniem dramatu i wojny. Ktoś już przed Państwem wstawiał się za Państwem. Najwyraźniej stoczono i wygrano wielkie bitwy. Byli Państwo gotowi do duchowej walki i chcieli Państwo wstawiać się za innymi. Jednak uznali Państwo, że ważniejsze jest modlić się zgodnie z wolą Bożą niż kontynuować modlitwę, którą uważali Państwo za potrzebną Chinom. Skończyło się na tym, że chwalili Państwo Boga za Jego zwycięstwa w tym kraju.


Podobna sytuacja miała miejsce zimą naszego pierwszego roku w Chinach. Pojechaliśmy do Qufu, miejsca narodzin i pochówku Konfucjusza, gdzie nadal stoi duży kompleks świątyń konfucjańskich. Moje serce zostało przyciągnięte do Chin podczas studiów nad rodziną konfucjańską kilka lat wcześniej. Szczególnie poruszyła mnie trudna sytuacja kobiet, które według literatury były tak źle traktowane w tym systemie. Główna lojalność wymagana wobec rodziców i przodków w rodzinach powodowała ogromne trudności między mężami i żonami. (Zostało to wyjaśnione bardziej szczegółowo w pierwszych akapitach rozdziału 8). Po raz kolejny naszym zamiarem była modlitwa przeciwko siłom ciemności, które przez wieki zaślepiały Chińczyków. Char i ja zaczęliśmy maszerować wokół murów otaczających kompleks świątyni konfucjańskiej. Byliśmy gotowi do wstawiennictwa, gotowi do walki z duchowym wrogiem w modlitwie wojennej.

Każdy z nas poszedł w innym kierunku, modląc się i idąc. Bez względu na to, jak bardzo się starałem, nie mogłem wyczarować niczego, co choćby zbliżałoby się do intensywnej modlitwy wstawienniczej lub walki duchowej z duchami wroga. Oczywiście mogłem udawać, ale już dawno nauczyłem się, że nie należy tego robić w stosunku do Boga. Przez cały czas trwania „marszu” po prostu chwaliłem Pana za to, co robił w Chinach. Po raz kolejny ważniejsze było modlenie się o coś, co odpowiadało duchowej rzeczywistości, niż udawanie, że wiecie lepiej niż Bóg o potrzebach Chin. Wcześniej wierzący, być może miliony chińskich chrześcijan w ostatnich latach, modlili się skutecznie. W rezultacie w Chinach nastąpiła już duchowa zmiana. Czy to może być powód, dla którego tak wielu ludzi nawraca się do Chrystusa w całym kraju?


Bóg miał wolę i czas dla każdej modlitwy. Musieliśmy odkryć, co Bóg robił w ciągu naszych lat w Chinach i modlić się odpowiednio. Poprzednie pokolenie służyło Bożemu celowi i odniosło kilka znaczących zwycięstw, które były wtedy potrzebne. W naszym pokoleniu musimy zrobić to samo. Aby odnieść najbardziej doniosłe zwycięstwa, musimy zrozumieć Boży plan na ten czas i modlić się zgodnie z nim. Czasami wykonujemy wolę Bożą – zbyt długo lub w niewłaściwym miejscu. Bóg przeszedł do kolejnej fazy, ale my nadal pracujemy i modlimy się zgodnie ze „starymi” potrzebami. Być może modlimy się o właściwą potrzebę, ale ta „potrzeba” znajduje się w innym miejscu – nie tam, gdzie Państwo są. Musimy zadać sobie pytanie: „Co Bóg chce zrobić tutaj i teraz poprzez mnie?”. Aby poznać tę bardzo ważną odpowiedź, musimy rygorystycznie pracować nad oddaniem Mu planu modlitwy.


W obu powyższych przykładach modliłem się zgodnie z Bożym wskazaniem, ale to ja wybrałem temat modlitwy. A co z sytuacjami, kiedy modlitwa prowadzona przez Ducha Świętego kieruje nas nie tylko w innym kierunku, ale także do zupełnie innego tematu? Często po prostu nie wiemy, o co powinniśmy się modlić; Duch Święty zawsze wie. On może pomóc nam modlić się zgodnie z wyższym, lepszym, bardziej chwalebnym planem. Wielokrotnie mi się to zdarzało. Być może również mieliście takie doświadczenia.


Dobrze jest znaleźć stały czas i miejsce, w którym można modlić się swobodnie i bez przeszkód, w sposób, który najbardziej Państwu odpowiada. Modlitwa na głos pomaga mi się skupić. Regularnie modlę się w naszym garażu lub w lesie w pobliżu naszego domu. W niedzielę rano, 27 sierpnia 2000 roku, spacerowałem, modląc się i wielbiąc Boga. Byłem gotowy, aby przejść przez moje regularne tematy modlitwy, kiedy poczułem coraz wyraźniejsze wezwanie, aby modlić się o coś innego. Kontynuowałem modlitwę pod wpływem natchnienia Ducha Świętego przez ponad dwie godziny. Stopniowo stało się jasne, że modliłem się o rozdziały, które Państwo teraz czytacie. Kiedy wstałem z łóżka rano 27 sierpnia, nie miałem pojęcia o tym projekcie. Jednak zanim wyszliśmy z domu, aby udać się do kościoła w tę niedzielę rano, miałem już w zasadzie gotową listę tytułów rozdziałów.


Modlitwa zgodnie z wolą Bożą jest niezbędna dla zwiększenia skuteczności modlitwy. Jednak istnieje jeszcze jedna dynamika. Bóg pozwala na ogromną swobodę. Możliwe jest modlenie się niewłaściwą modlitwą i w konsekwencji otrzymanie „niewłaściwej” odpowiedzi, która nie jest dla nas dobra. Biblia uczy nas modlić się zgodnie z wolą Bożą. Kilka przykładów ilustruje niebezpieczeństwo związane z niewłaściwą modlitwą. Gdyby nie było możliwe otrzymanie niewłaściwych odpowiedzi na niewłaściwe modlitwy, to nakaz modlitwy zgodnie z wolą Bożą stałby się bez znaczenia. Gdyby Bóg odrzucał każdą modlitwę, która nie była zgodna z Jego wolą, moglibyśmy modlić się niedbale, wiedząc, że Bóg odrzuci niewłaściwe modlitwy. Jednak tak nie jest. Mogą Państwo modlić się niewłaściwie i ponieść tego konsekwencje.

Ilustracje z historii Izraela


Zachowanie Izraelitów na pustyni jest najbardziej oczywistym przykładem niewłaściwej modlitwy i otrzymania czegoś, czego Bóg pierwotnie nie zamierzał. Izraelici byli dopiero kilka dni po rozpoczęciu swojej przygody na wschodnim i wolnym brzegu Morza Czerwonego. Narzekali, że nie mogą „siedzieć przy garnkach z mięsem i jeść tyle, ile chcą...” (Księga Wyjścia 16:3). Wieczorem przyleciały przepiórki i wypełniły obóz, pojawiła się również manna. Wiele lat później Izraelici narzekali jeszcze bardziej na swoje zaopatrzenie w żywność, a Bóg ponownie zesłał im przepiórki (Księga Liczb 11:10-32). Sądząc po konsekwencjach, ich narzekania najwyraźniej bardzo nie podobały się Panu. Kiedy jedzenie było jeszcze w Państwa ustach i nie zostało jeszcze przełknięte, Bóg w gniewie uderzył Państwa plagą za Państwa niewdzięczność (Księga Liczb 11:33). Wiele pokoleń później literatura hebrajska odnotowuje: „... oni ... nie czekali na Jego radę ... ulegli swoim pragnieniom ... wystawili Boga na próbę. On więc dał im to, o co prosili, ale zesłał na nich wyniszczającą chorobę” (Psalm 106:13-15). Odrzucili radę Boga i podążali za swoimi pragnieniami. Niestety, Bóg dał im to, czego pragnęli, ale nie było to dla nich dobre.


Drugim, bardziej subtelnym przykładem jest historia Ezechiasza z 2 Księgi Królewskiej 20. Przez Izajasza Bóg polecił Ezechiaszowi uporządkować swoje sprawy i przygotować się na śmierć. Zamiast przyjąć tę wiadomość, Ezechiasz odwrócił twarz do ściany i wyliczył wielkie rzeczy, które uczynił dla Boga — jakby odpowiedzi na modlitwy były wynikiem naszych dobrych uczynków. Płakał gorzko. Niektóre łzy są wyrazem buntu, a nie poddania się. Ostatecznie Bóg przedłużył mu życie o 15 lat. W ciągu tych 15 lat Ezechiasz stał się bardziej dumny i egocentryczny. Kiedy przybyli do niego posłańcy z Babilonu, chełpliwie pokazał im skarbiec i zbrojownię. Nie pokazał im świątyni, w której wcześniej modlił się o Boże wybawienie. Wcześniej, kiedy był atakowany, Ezechiasz pokornie modlił się w świątyni. Kiedy gratulowano mu otrzymania odpowiedzi, chwalił się swoją siłą gospodarczą i militarną. Izajasz poinformował Ezechiasza, że wszystkie te skarby i część jego potomstwa zostaną zabrane do Babilonu po jego śmierci. Ezechiasz nie wydawał się tym przejmować, ponieważ te tragedie miały nastąpić po jego śmierci (II Król. 20:19). Przeżył swoje dodatkowe lata egoistycznie, nie troszcząc się zbytnio o kolejne pokolenie.


Syn Ezechiasza, Manasses, urodził się trzy lata po tym, jak Izajasz przepowiedział śmierć Ezechiasza. Manasses został królem w wieku 12 lat i panował przez 55 lat. Następnie jego niegodziwy syn, Amon, rozpoczął dwuletnie rządy. Oznacza to, że Izrael doświadczył 72 lat bezbożnych rządów po uzdrowieniu Ezechiasza z powodu jego samolubnej modlitwy. W końcu, trzy pokolenia po Ezechiaszu, Jozjasz, syn Amona, był w stanie wprowadzić pewne reformy duchowe pod kierunkiem Hilkijasza, arcykapłana. Lud Boży cierpiał straty i zło przez trzy pokolenia, ponieważ Ezechiasz nie zaakceptował woli Bożej i upierał się przy modlitwie zgodnie z własnym planem. Izrael i Ezechiasz byliby w lepszej sytuacji, gdyby Bóg po prostu unieważnił niewłaściwą modlitwę Ezechiasza. Manasses i Amon prawdopodobnie nie urodziliby się. Wystarczy przeczytać wcześniejszą, skupioną na Bogu, wspaniałą modlitwę Ezechiasza, motywowaną troską o reputację Boga wśród narodów, zapisaną w 2 Księdze Królewskiej 19:15-19, aby zobaczyć, jak bardzo stał się on egocentryczny.


Natomiast Jakub planował powrót do ojczyzny i spotkanie z bratem, Ezawem. Jakub miał dobry powód, by obawiać się Ezawa, i poprzedniej nocy zmagał się z Bogiem w modlitwie. Kiedy następnego dnia spotkał Ezawa, wszystko poszło dobrze na poziomie naturalnym. Skłóceni bracia nawiązali wzajemnie pełne szacunku relacje, które pozwoliły im na wspólne życie na tej samej wsi. Jednak poprzedniego wieczoru Jakub wykazał się duchową roztropnością i szczerą modlitwą. Jest oczywiste, że Jakub nie miał całkowitej kontroli nad programem modlitwy tej nocy, kiedy zmagał się z aniołem Pańskim. Od tego momentu Jakub nie tylko kulał, ale także wykazywał się nowym poziomem pokory i uległości. Stracił swojego kłótliwego ducha. Coś brzydkiego w nim umarło. Zamiast tego zaczęło w nim żyć coś pięknego. Podporządkowanie się woli Bożej i planom Boga w modlitwie sprawia, że stajemy się bardziej ulegli i chętni do współpracy z Bogiem i innymi ludźmi.

W innym przykładzie, niedługo po tym, jak Dawid został królem, armia filistyńska wystąpiła przeciwko Izraelowi. Dawid był wojskowym, królem i głównodowodzącym. Bez przesady mógłby od razu przystąpić do walki. Jednak najpierw zapytał Pana, a potem stoczył bitwę i wygrał ją. Kiedy Filistyni zebrali się po raz drugi, Dawid mógł z łatwością wykorzystać impet swojego wcześniejszego słowa od Pana i sukcesu, ale tego nie zrobił. Ponownie zapytał Pana. Tym razem otrzymał polecenie, aby okrążyć wroga i czekać na szum wiatru w gałęziach drzew balsamowych. Wiatr miał wskazywać, że armia Pana wyruszyła przed armią izraelską. Zwycięstwo Dawida w sferze widzialnej wynikało z jego gotowości do czekania na Pana, słuchania głosu Boga, modlitwy zgodnie z Bożym planem i czekania na wojska w sferze niewidzialnej. Są to potężne historie ilustrujące wielkie spostrzeżenia dotyczące skutecznej modlitwy. Budzą one pragnienie, aby Pan pomógł nam nauczyć się doskonalej rozpoznawać, co On robi, modlić się odpowiednio i działać razem z Nim.


Eliasz odniósł tak wielki sukces – był „potężny i skuteczny” (Jakuba 5:16) – w swoim życiu modlitewnym, ponieważ współpracował z Bogiem w modlitwie i modlił się zgodnie z Bożym planem. Nowy Testament mówi nam, że Eliasz był taki sam jak my. Nie był „wyjątkowym” człowiekiem, ale wiedział, jak modlić się zgodnie z Bożym planem. Zgodnie z Bożym planem modlił się, aby nie padało. Kiedy Boży cel w postaci suszy został osiągnięty, kananejski bóg deszczu, Baal, został zniesławiony, a Bóg zwrócił na siebie uwagę Izraela. Następnie Eliasz modlił się zgodnie z kolejnym etapem Bożego planu – aby spadł deszcz. Drugi etap wymagał od Eliasza całkowitej zmiany kierunku modlitwy, aby wypełnić Boży plan dla drugiej fazy. W każdym przypadku po prostu postępował zgodnie z Bożym planem na ten konkretny czas. Mądrość Boga jest przecież znacznie przewyższa plany ludzi. Dlatego powinni Państwo podporządkować Mu swoją wolę i szukać Jego planu dla każdego etapu i fazy życia i służby.


Cykl partnerstwa z Bogiem w modlitwie


Modlitwa partnerska zaczyna się w sercu Boga. Poprzez Ducha Świętego Bóg podpowiada nam swoją wolę, a my modlimy się do Niego w imieniu Jezusa, aby podjął działanie. Kiedy Bóg słyszy tego rodzaju modlitwę, nie słyszy jej po raz pierwszy. Rozpoznaje ją jako tę samą myśl, którą sam Państwu podsunął. Widząc, że Jego pomysł został przyjęty przez chętnego człowieka na ziemi, działa zgodnie z planem. Poprzez Ducha Świętego działa poprzez ludzkie narzędzia – czasami tę samą osobę, która modliła się w imieniu Jezusa. W rezultacie chwała za odpowiedź wraca do Boga. Pomysł pochodzi od Boga, jest przez Niego wzmacniany i powraca w postaci uwielbienia dla Niego za jego realizację. Tak właśnie powinien działać cykl partnerstwa z Bogiem w modlitwie. Możemy wstawić do tego cyklu dowolną liczbę ilustracji lub przykładów. Bóg to pomyślał, Państwo to uchwycili, modlili się Państwo, Bóg to usłyszał, Bóg odpowiedział, my to otrzymaliśmy, a na koniec Bóg przyjmuje nasze podziękowania i uwielbienie. Tak to się kręci w kółko i jest to cudowne.


Problem polega na tym, że niektóre modlitwy nie zaczynają się w sercu Boga, ale w naszych sercach. Bóg słyszy pomysł przedstawiony Mu w imieniu Jezusa. Ze względu na Jezusa, w imieniu którego modlitwa jest modlona, Bóg udziela odpowiedzi, a my ją otrzymujemy. Na tym jednak się kończy, ponieważ odpowiedź nie jest dla nas dobra, nie przynosi chwały Bogu i nie otrzymuje On uwielbienia. Ilu ludzi ma pracę, której nie powinno mieć, uczęszcza do szkół, do których nie powinno chodzić, lub poślubia osoby, których nie powinno poślubiać? Fakt, że Bóg udzielił tych „odpowiedzi”, nie dowodzi, że była to wola Boża. Pokazuje jedynie, że modlitwa jest potężną siłą.


Czy Bóg jest tak słaby, że możemy Go przekonać do działania wbrew Jego własnej woli? Nie. Bóg jest tak silny, że nie możemy Go zastraszyć. Wolność, którą daje, uczy nas odpowiedzialności za działanie podlegające władzy. Po zakończeniu tego życia Bóg obsadzi wiele stanowisk administracyjnych wymagających odpowiedzialności i władzy posłusznymi, odpowiedzialnymi namiestnikami, którzy nauczyli się delegować władzę. Podczas gdy Państwo są na ziemi w tym życiu, Bóg przygotowuje Państwa do stanu wiecznego.

Nasz drugi syn, Joel, i ja podróżowaliśmy razem nocą autostradą międzystanową w Michigan latem 1988 roku. Miał 16 lat i prowadził samochód, ale nie nawigował jeszcze. Nadal obserwowałem ruch uliczny, znaki drogowe, zmiany pasów, zjazdy i zakręty. Tej nocy uzgodniliśmy, że jest gotowy na większą odpowiedzialność. Teraz będzie również nawigował. Był gotowy, aby przejść od zwykłego prowadzenia pojazdu do kierowania nim po labiryncie skomplikowanych autostrad. Nie przejechaliśmy zbyt wielu kilometrów, zanim przegapił zakręt. Poczekałem chwilę, a potem mu o tym powiedziałem. Oczywiście musieliśmy wtedy dojechać do następnego zjazdu, zawrócić, wrócić do miejsca, w którym popełniliśmy błąd, i ponownie wybrać właściwą trasę. Czy nauczył się więcej z tego doświadczenia, niż gdyby to ja po prostu nawigował dla nas między pasami ruchu i autostradami? Myślę, że tak.


Bóg bardziej troszczy się o nasz rozwój, niż nam się wydaje. Daje nam ogromną swobodę. Nie powstrzymuje Państwa błędnych modlitw, ponieważ jest słaby; nie powstrzymuje ich z tego dobrego powodu, że jest mistrzem nauczycielem i rozwijającym Państwa potencjał. Modlitwa jest również areną ludzkiego doświadczenia, na której uczymy się, jak Bóg nas rozwija. Pozwala nam popełniać błędy, abyśmy mogli się uczyć. Jest to podobne do dramatu, w którym Bóg czerpie radość ze współpracy z Państwem. Jest On jak mistrzowski reżyser, który podczas prób pozwala swoim aktorom na pewną swobodę w zakresie prób i błędów związanych ze scenariuszem — rozwija to zarówno aktorów, jak i dramat, aby uzyskać jak największy efekt. Pewny siebie reżyser pozwala aktorom uczyć się na błędach. Bóg jest pewnym siebie reżyserem.


Poddanie się i modlitwa


Moim zwyczajowym wzorem modlitwy jest modlitwa Pańska. Każde z sześciu stwierdzeń stanowi świetny zarys modlitwy o wszystko, co muszę uwzględnić w danym dniu:


1. Chwała i uwielbienie: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Pańskie”.


2. Ustanowienie królestwa Bożego i poddanie się Jego woli: „Przyjdź królestwo Pańskie, bądź wola Pańska, jak w niebie, tak i na ziemi”.


3. Zaopatrzenie: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.


4. Relacje międzyludzkie: „Odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”.


5. Walka duchowa: „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego”.


6. Uwielbienie i oddanie czci: „Bo Twoje jest królestwo, moc i chwała na wieki. Amen”.


To tylko jeden z przykładowych schematów modlitwy, który może pomóc wam w modlitwie. Sam Jezus dał nam ten schemat i warto się go trzymać. Istnieją również inne dobre systemy. Proszę korzystać z tego, który najlepiej Państwu odpowiada. Systematyzacja modlitwy może znacznie zwiększyć jej skuteczność, pozostając jednocześnie elastyczną i uległą.


Jednak poddanie się woli Bożej w modlitwie jest skomplikowane przez fakt, że my również mamy swoją wolę. Jeśli nie jesteśmy gotowi odłożyć na bok naszej woli na rzecz woli Bożej, mamy poważny problem. Moja ulubiona ilustracja tego dotyczy wydarzeń związanych z wyborem partnera życiowego.


W sierpniu 1963 roku byłem studentem drugiego roku w college'u biblijnym w Ohio. Spotkałem Char Holmes, studentkę pierwszego roku, która właśnie przybyła na kampus. Ćwiczyłem grę na fortepianie w sali lekcyjnej na drugim piętrze, a ona zapytała mnie, czy może czytać gazetę w tej samej sali, podczas gdy ja ćwiczę. To był prawdziwy dylemat. Ładna dziewczyna czytająca gazetę w tej samej sali, w której próbowałem ćwiczyć grę na fortepianie, była dla mnie rozpraszająca! Ale jak można odmówić takiej prośbie?


Chociaż spotykałem się z innymi dziewczynami, Char była pierwszą, o której napisałem do domu. Moja mama opowiedziała mi, jak 25 lat wcześniej przedstawiła sobie Vernona Holmesa i Henriettę Barlow (ojca i matkę Char)! Char i ja spędziliśmy dwa bardzo szczęśliwe miesiące, spotykając się i dzieląc się opowieściami o naszym dzieciństwie i powołaniu do misji zagranicznych. Jednak postanowiłem przerwać nasze zaloty. Jak zobaczycie później, moje powody były bardzo płytkie. W międzyczasie rozwinęła się inna romantyczna historia.


Podczas trzeciego roku studiów biblijnych bardzo zakochałem się w innej pięknej studentce pierwszego roku. Prestiżowa pozycja jej ojca sprawiała, że spotykanie się z nią było jeszcze większą radością. Nasze zaloty trwały kilka szczęśliwych miesięcy, a potem ona mnie rzuciła. Płakałem w samotności i bardzo cierpiałem. Moje serce było złamane. Przez resztę trzeciego roku i cały czwarty rok nadal darzyłem ją bardzo silnymi uczuciami, mimo że miała innego poważnego chłopaka. Podczas tych długich miesięcy wielokrotnie pościłem i modliłem się za nią. Dopiero gdy pobrali się tuż po moim ukończeniu studiów, przestałem modlić się, aby opamiętała się i znów mnie pokochała.

Jednak pomimo całej intensywności moich modlitw o jej powrót, zawsze kończyłem je słowami, że bardziej pragnę wypełnienia woli Bożej niż spełnienia moich marzeń i prosiłem Boga, aby zrobił to, co On chce. Pamiętam, że raz modliłem się nawet za jej przyszłego męża – aby Pan pobłogosławił ich związek. Czułem się z tym bardzo sprawiedliwy! Ona wyszła za mąż za innego mężczyznę – lepszego ode mnie – i ostatecznie razem służyli jako pastorzy w kościele. Wiele lat później, kiedy w latach 1977-78 wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych z naszej pierwszej przerwy w pracy w Korei, odwiedziliśmy ich kościół i dom. Wszystko wydawało się być w porządku.


Jednak kilka lat później, po kilku kadencjach Char i moich w Korei, dowiedzieliśmy się, że opuściła męża i dzieci. Powiedziano nam, że odeszła, aby „odnaleźć siebie”. A co by było, gdyby to mnie i moje dzieci opuściła? Podczas miesięcy postu i modlitwy za nią patrzyłem na to z zewnątrz, ale Bóg znał jej charakter. Uchronił mnie przed wielką tragedią. Gdyby opuściła swojego wspaniałego męża, który miał dobry kościół w Stanach Zjednoczonych, z pewnością porzuciłaby mnie i moje podróże misyjne. Jestem bardzo wdzięczny, że modliłem się o wolę Bożą, a nie o swoją. Modlitwa zgodnie z wolą Bożą nie zawsze jest łatwa – zwłaszcza gdy w grę wchodzą sprawy serca lub ambicje zawodowe. Kiedy dodajemy klauzulę bezpieczeństwa – „niech jednak spełni się Twoja wola, a nie moja” – Bóg wie, czy mówimy poważnie, czy nie.


W lutym 1968 roku byłem pastorem pomocniczym w kościele w Gettysburgu w Pensylwanii. Starszy pastor poinformował mnie, że kościół zamierza zastąpić mnie małżeństwem. Wynikało to częściowo z tego, że byłem samotny w służbie, a częściowo z tego, że umawiałem się z większością młodych kobiet w kościele, ale z żadną się nie ożeniłem. Wydawało mi się niesprawiedliwe, że tracę pracę tylko dlatego, że jestem samotny. Byłem zdecydowany szukać żony jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.


Napisałem do żony przełożonego okręgu, której ufałem w tak delikatnych sprawach, skarżąc się na tę niesprawiedliwość. Odpisała mi, że moja dawna miłość, Char Holmes, ubiega się o paszport, aby wyjechać do Gwatemali jako asystentka misjonarza. Dodała, że Char powinna raczej ubiegać się o pozwolenie na ślub, aby poślubić mnie. Półtora roku wcześniej, w czasie ukończenia studiów, osiem osób w ciągu jednego tygodnia namawiało mnie do poślubienia Char, w tym żona przełożonego, która powiedziała mi, żebym nie opuszczał college'u biblijnego bez niej. Wszystko to sprawiło, że jeszcze bardziej opierałem się tej idei.


Minęło kilka dni. W piątek, 23 lutego 1968 roku, podczas postu i modlitwy, późnym rankiem położyłem się na podłodze w swoim biurze, aby błagać mojego niebiańskiego Ojca. Musiałem zasnąć, ponieważ obudziłem się około południa. Czułem się bardzo zawstydzony przed Panem, że zasnąłem, próbując tak bardzo poważnie szukać Go w modlitwie.


Kilka miesięcy wcześniej sporządziłem listę siedmiu dziewcząt w losowej kolejności, które uważałem za potencjalne kandydatki do małżeństwa. Obok imienia każdej dziewczyny wpisałem jedno słowo opisujące jej mocną stronę i najbardziej pożądaną cechę. Obok imienia jednej z nich wpisałem „organizacja”. Kolejna miała słowo „przyjaźń”. Jeszcze inna miała „uczucia”. Jedna miała „wiara”. Obok imienia Char było słowo „służba”, a ona była na czwartym miejscu – teraz lubi mówić „w środku”, ponieważ było ich siedem.


Kiedy obudziłem się z niezamierzonej drzemki na podłodze w biurze, podszedłem do biurka, aby wyjąć listę siedmiu osób i pomodlić się za każdą z nich. Zanim jeszcze dotarłem do biurka, aby wyjąć listę, powiedziałem: „Panie, wszyscy ci ludzie zawsze próbują mi powiedzieć, że Char jest tą jedyną. Czy mają rację?”. W moim sercu usłyszałem odpowiedź tak wyraźną, jak nigdy dotąd od Pana: „Tak”. Wtedy Bóg przejął kontrolę nad planem dnia, a ja się poddałem. Bóg zaczął pokazywać mi ducha Char. Jedynym sposobem, w jaki mogę opisać to, co „widziałem”, jest użycie słów, ale słowa, których używam, nie oddają w pełni tego, co widziałem. W każdym razie Bóg pokazał mi współczucie Char dla cierpiących, miłość do zagubionych dusz, pragnienie modlitwy za ludzi, pasję prowadzenia ich do Jezusa i jej dar gościnności. Przez około 10 lub 15 minut ogarniały mnie te wrażenia. Wiedziałem, że Bóg do mnie przemawia. Zużyłem też pół tuzina chusteczek na łzy. Bóg lepiej niż ja wiedział, jakie wartości wyznawała Char.

Wspomniałem wcześniej, że miałem kilka niedojrzałych i płytkich powodów, aby zerwać z Char cztery i pół roku wcześniej. Konkretnie, uważałem, że ma kiepski gust, jeśli chodzi o ubrania, ponieważ nosiła raczej proste rzeczy. Prawda jest taka, że miała dobry gust, ale bardziej zależało jej na opłaceniu szkoły niż na noszeniu najnowszych trendów. Inne dziewczyny, które pracowały, aby opłacić szkołę, niektóre z nich w tym samym supermarkecie, w którym pracowała Char, część swoich zarobków przeznaczały na zakup modnych ubrań, podczas gdy Char nadal opłacała swoją szkołę. One miały ubrania, a Char miała charakter!


Kiedy patrzę wstecz na lekcje, których nauczyły mnie te trudne doświadczenia, doszedłem do głębokiego przekonania, że nic nie zaskakuje Boga. On jest gotów w każdej sytuacji pokazać nam, jak modlić się zgodnie z Jego wolą od tego momentu. Moja ulubiona odpowiedź na modlitwę – kiedy pozwalam Bogu kierować moim życiem – ilustruje to doskonale.


Wypuszczenie Boga z pudełka


Oto kolejna niespodzianka, jaką dał mi Bóg, kiedy pozwoliłem Mu kierować moim życiem. Wiosną 1996 roku zajmowałem się swoimi sprawami, studiując język chiński i kulturę, jak dobry misjonarz w Pekinie. Otrzymałem telefon od byłego kolegi ze studiów podyplomowych. Chciał wiedzieć, czy jestem zainteresowany jego stanowiskiem w Graduate School of Theology and Missions na Oral Roberts University (ORU) w Tulsa w stanie Oklahoma. Odpowiedziałem mu, że raczej nie, ale że i tak pomodlę się o to.


Od szóstego roku życia chciałem zostać misjonarzem. Kiedy dochodziłem do siebie po gorączce reumatycznej, powiedziałem babci, owijając głowę ręcznikiem: „Kiedy dorosnę, pojadę do Egiptu. Będę nosił taki turban i opowiadał chłopcom i dziewczynkom o Jezusie”. Modlitwa mojej babci, aby stałem się najlepszym misjonarzem, jak to tylko możliwe, była moją przewodnią gwiazdą przez całe życie. Takie historie opowiadaliśmy sobie z Char, kiedy zaczęliśmy się spotykać. Jeśli o mnie chodzi, moim przeznaczeniem było zostać misjonarzem na całe życie. Płakałam, kiedy opuszczaliśmy Koreę, więc bardzo ucieszyłam się, że pięć lat później wróciłam na pole misyjne, gdzie czułam się jak w domu. Podczas pobytu w Chinach mieliśmy pewne trudności finansowe, zwłaszcza w ostatnim roku, i modliliśmy się, aby pozostać wiernymi naszemu zadaniu. Taka była wola Boża na te pięć lat, ale miało się to zmienić. Nie zdawałem sobie sprawy, że w moich modlitwach i wysiłkach, aby pozostać w Chinach, nieświadomie nie chciałem opuszczać tego kraju – zamknąłem Boga w pudełku.


Tak się złożyło, że tej wiosny nasz starszy syn, Dan, kończył studia na ORU. Postanowiłem pojechać z Chin do Tulsy, aby uczestniczyć w jego uroczystości ukończenia studiów i zbadać możliwość podjęcia pracy jako wykładowca na ORU. Wydawało się, że nie dając sobie szansy, zachowywałbym się jak strusia chowająca głowę w piasek, ale zdecydowanie wolałem pozostać na miejscu. Postanowiłem przejść przez proces rekrutacyjny, ale moim motywem było to, aby mieć to za sobą i móc kontynuować pracę w Pekinie.


W tygodniu ukończenia studiów przez Dana spotkałem się z dziekanem, komisją rekrutacyjną i wykładowcami. Aby poznać kandydata, komisje rekrutacyjne zazwyczaj pytają o jego obecną pracę. Kiedy zapytano mnie o to, czym zajmuję się w Chinach, najwyraźniej brzmiałem zbyt entuzjastycznie – do tego stopnia, że jeden z członków komisji zapytał mnie: „Jeśli jest Pan tak szczęśliwy i odnosi sukcesy w Chinach, dlaczego jest Pan tutaj na rozmowie kwalifikacyjnej?”. Przyznałem: „Być może nie jestem odpowiednią osobą. Jestem szczęśliwy w Chinach. Jestem tutaj tylko po to, aby poznać wolę Bożą”.


Bycie misjonarzem było dobrą rzeczą, ale widziałem, że bycie trenerem misjonarzy również było dobrą rzeczą. Decyzja nie była łatwa. Zmagając się z najtrudniejszą decyzją, jaką kiedykolwiek musiałem podjąć – czy pozostać na polu misyjnym jako misjonarz, czy też udać się do ORU, aby szkolić misjonarzy. Pewnego dnia w tym tygodniu wyznałem: „Panie, naprawdę wolałbym pozostać na polu misyjnym”, a Pan wyraźnie odpowiedział: „Właśnie dlatego potrzebuję Pana w sali lekcyjnej!”. Bóg i ja prowadziliśmy szczerą rozmowę, a po wysłuchaniu Jego odpowiedzi z radością poddałem Mu swoje plany.


Od tego momentu moje modlitwy przestały skupiać się na uniknięciu wyjazdu do ORU, a zaczęły koncentrować się na znalezieniu sposobu, aby się tam dostać. Modlitwy o możliwość pozostania w Chinach stały się rutyną. Aby pozostać w nieustannie ewoluującym planie Boga, musiałem dokonać zwrotu o 180 stopni w moich modlitwach. Nie różniło się to od modlitw Eliasza, które rozważaliśmy wcześniej w tym rozdziale. W 1 Księdze Królewskiej 18, kiedy Eliasz modlił się o deszcz, było to przeciwieństwem jego modlitwy o brak deszczu w 1 Księdze Królewskiej 17. Jednak Eliasz miał rację w obu przypadkach. Zmieniłem kierunek moich modlitw, aby dostosować się do kolejnej fazy realizowanego planu Bożego. Spowodowało to zmianę o 180 stopni w kierunku mojej kariery.

Nie twierdzę, że mam stuprocentową skuteczność, ale zdecydowanie wolę podporządkować temat modlitwy i jej kierunek planom Pana. W ten sposób wynik modlitwy realizuje Boży plan i przynosi Mu chwałę. Nadal uczę się, jak wypuścić Boga z pudełka. Jestem przekonany, że nikt celowo Go tam nie zamyka, ale robimy to nieświadomie. Ponieważ jest On Mistrzem Nauczycielem, czasami nam na to pozwala.


Rozróżnianie między ludzką wyobraźnią a prowadzeniem Ducha Świętego


Nie zawsze od razu wiadomo, o co modlimy się, gdy modlimy się zgodnie z podszeptami Ducha. Niemniej jednak jestem przekonany, że lepiej jest modlić się zgodnie z planem Boga, nie wiedząc, o co się modlimy, niż mieć pełną kontrolę nad modlitwą i modlić się zgodnie z naszymi ograniczonymi poglądami. Rozróżnianie Jego woli i Jego głosu to umiejętność, którą mogą Państwo rozwijać przez lata. W każdym z podanych przeze mnie przykładów mogłem postępować zgodnie z własnym planem modlitwy. Zamiast tego postanowiłem modlić się zgodnie z podszeptami Ducha Świętego i szukać Bożego planu. Modliłem się dalej, aby poznać Bożą wolę, tak aby w końcu móc modlić się zgodnie z nią w sposób świadomy.


Kiedy próbują Państwo podążać za planem Ducha, Państwa wyobraźnia może zaprowadzić Państwa na manowce. Próbując być otwartymi na to, do czego Bóg prowadzi Państwa w modlitwie, mogą Państwo podążać za swoją wyobraźnią zamiast za Duchem Bożym. To kolejny powód, dla którego zawsze powinni Państwo dodawać klauzulę bezpieczeństwa – „jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. Mogą się Państwo mylić, a wtedy muszą Państwo modlić się, aby Bóg unieważnił Państwa błędną modlitwę. Bóg zna Państwa serca i kiedy Państwo proszą, jest gotów unieważnić modlitwę, o której wie, że powinna zostać unieważniona. Państwa zadaniem jest szczere pragnienie Jego woli.


Podczas niedawnego trzydniowego postu spędziłem sporo czasu, błędnie wyobrażając sobie siebie w innej roli związanej z misjami na uniwersytecie. Dopiero gdy poprosiłem o radę i wysłuchałem dziekana oraz mojej żony, zdałem sobie sprawę, że poniosła mnie wyobraźnia, a nie Duch Święty. Moje modlitwy nie poszły na marne, ponieważ nadal modliłem się o „oba wyniki”, mimo że wyobrażałem sobie niewłaściwy wynik. Nikt nie rozwija doskonale tej umiejętności rozeznawania Jego woli i Jego głosu. Porada daje poczucie bezpieczeństwa, dlatego lubię omawiać swoje pomysły z mądrymi ludźmi wokół mnie, w których również mieszka Duch Boży. Często widzą oni rzeczy, których ja nie dostrzegam.


Wszystkie życiowe zmagania mają dwa poziomy: duchowy i naturalny. Sprawy na poziomie naturalnym łatwiej się rozwiązują, gdy najpierw walczymy o nie na poziomie duchowym. Modlitwa toruje drogę do osiągnięć w świecie naturalnym i widzialnym, dlatego muszą Państwo pozwolić Bogu kierować programem modlitwy. Oddanie Bogu prawa do kontrolowania programu modlitwy oznacza, że nie tylko szukamy Jego woli w sprawach, które przed nami stoją, ale także oddajemy Mu kontrolę nad tym, jakie sprawy przed nami stoją. Kiedy pozwalamy Mu na to, wszystkie Państwa decyzje są pod Jego kontrolą – z kim się Państwo żenią, gdzie mieszkają, jak służą, za co wstawiają się, za co chwalą Boga, gdzie pracują, jakimi sprawami się zajmują, a jakie pozostawiają w spokoju. Na Państwa korzyść, decyzje te mogą być podejmowane w sferze duchowej – na Państwa zaproszenie, przy czym Bóg najpierw ma kontrolę nad planem modlitwy, a następnie nad wynikami. Dzieci Boże doświadczają potężnej przewagi, kiedy modlą się zgodnie z Jego wolą. Orędownicy mogą wpływać na historię. To jest sedno wysoce skutecznego życia chrześcijańskiego. Modlitwa zgodnie z wolą Bożą jest prawdopodobnie najważniejszym nawykiem opisanym w tej książce. Pozostałe nawyki wynikają z postawy leżącej u podstaw tego nawyku.


Żarliwość, intensywność i dokładność są ważne w modlitwie i należy je zachować. Jeśli jednak muszą Państwo wybierać między żarliwością a dokładnością, ważniejsze i skuteczniejsze jest modlenie się o właściwe rzeczy i modlenie się prawidłowo niż zużywanie ogromnych ilości energii. Bóg jest w stanie uczynić „niezmiernie więcej, niż prosimy lub rozumiemy” (Efezjan 3:20) i „Jak niebiosa przewyższają ziemię, tak moje drogi przewyższają wasze drogi, a moje myśli wasze myśli” (Izajasz 55:9). Ryzykujemy zmarnowanie Jego mądrości, gdy nie szukamy Jego rady dotyczącej tego, o co się modlić i jak się modlić. Kiedy nie konsultujemy się z Nim, nasze działania pokazują Mu, że uważamy, iż wiemy lepiej niż On. Prowadzi to ostatecznie do nieskuteczności modlitwy, a nieskuteczna modlitwa marnuje energię. Skuteczne modlitwy nie marnują energii i są bardziej efektywne.

Modlitwa zgodnie z wolą Bożą jest równie ważna w pokoju chorego, jak i w innych miejscach. Mój starszy ojciec był słaby i coraz słabszy, kiedy odwiedziliśmy go podczas pobytu w domu z Chin. Po przybyciu do domu mojego brata, gdzie przebywał tata, nie modliliśmy się o jego uzdrowienie. Zamiast tego śpiewaliśmy pieśń uwielbienia i modliliśmy się, aby Bóg z radością powitał go w swoim niebie. Dwanaście godzin później tata odszedł do Pana. Kiedy starsza matka Char słabła, pewnego wieczoru zrobiliśmy to samo. Przed południem następnego dnia odeszła do Pana. Nie jest wolą Boga uzdrawiać w każdym przypadku.


Z drugiej strony, choć zachowanie pokornej postawy w modlitwie jest ważne, nie musimy podkreślać tego w każdej modlitwie. Modląc się za chorych, nie przyczynia się to do ich wiary w Boga, jeśli nalegamy: „Jeśli nie jest Twoją wolą uzdrowić tę osobę, to nie czyń tego”. Chcemy budować ich wiarę w to, o co się modlimy. W takim przypadku nasza postawa pozostaje uległa, a nasza modlitwa pozostaje modlitwą wiary. Te dwie rzeczy nie wykluczają się wzajemnie; po prostu nie trzeba wspominać o nich za każdym razem. Kiedy wiecie, czego Bóg chce, możecie i powinniście wykazać się wiarą i wytrwałością w modlitwie. Lekcja uległości wobec woli Bożej w modlitwie chroni nas przed uporem; nie musi ona działać wbrew wierze.


W następnym rozdziale przeczytają Państwo, jak odkryłem kilka poważnych błędów, które popełniłem w pewnym momencie mojej kariery. Udało mi się wrócić na właściwą drogę dzięki długiemu okresowi postu i modlitwy. Z powodu tego trudnego, ale cennego doświadczenia moje życie dzieli się na dwie części – przed postem i po poście.