NAWYK SIÓDMY: Poznajcie, Kim Jesteście, a Kim Nie Jesteście
Nawyki wysoce skutecznych chrześcijan
„Ale dzięki łasce Bożej jestem tym, kim jestem, a Jego łaska wobec mnie nie poszła na marne. Nie, pracowałem ciężej niż oni wszyscy – ale nie ja, lecz łaska Boża, która była ze mną”. 1 List do Koryntian 15:10
Czytając o tym nawyku, rozpocznie Pan/Pani nowy etap odkrywania tego, kim Bóg Pana/Panią stworzył i w czym jest Pan/Pani dobry. Takie odkrycie może wprowadzić Pana/Panią na nowy poziom pewności siebie, siły, samozadowolenia i radości. Jednocześnie może uwolnić Pana/Panią od chciwości, zazdrości i zawiści wobec sukcesów innych.
Służąc od 1965 roku w wybranej przeze mnie karierze, nauczyłem się, jak ważne jest rozpoznanie zarówno tego, kim jestem, jak i kim nie jestem. Pogodzenie się z tym pozwoliło mi osiągnąć poziom spokoju i wolności od chciwości, którego nigdy nie doświadczyłbym w starym paradygmacie. Decyzje dotyczące kariery są łatwiejsze. Mniej oceniam innych. Jestem mniej zazdrosny o sukcesy innych i mniej dumny z własnych. Jestem bardziej wolny, aby cieszyć się i doceniać to, kim Bóg mnie stworzył. Jestem również bardziej wolny, aby cieszyć się innymi i tym, kim Bóg ich stworzył.
Pięć jaźni
Wiele lat temu przyjaciel pożyczył mi stary podręcznik o zachowaniu i poradził, abym go przeczytał. Dzięki niemu poznałem kilka pomysłów na to, jak oceniać, kim naprawdę jesteśmy. Dowiedziałem się, że uproszczone jest myślenie, że istnieje tylko jedna percepcja nas samych. Istnieje wiele percepcji, nawet w naszych własnych umysłach i umysłach tych, którzy nas „znają”. Przyjrzyjmy się tym percepcjom – pięciu jaźniom.
Tabela 7-1. Pięć postrzegania siebie
Ja- Postrzeganie
Pierwsze ja- Ja, którym chcę być
Drugie ja- Ja, którym myślę, że jestem
Trzecie ja- Ja, za które uważają mnie inni
Czwarte ja- Ja, za które uważają mnie inni
Piąte ja- Prawdziwe ja, które zna tylko Bóg
Pierwsze ja to ja, którym chcę być (rysunek 7-1). Wyobrażam sobie, kim chciałbym być, co chciałbym robić lub kim się staję. Wkrótce przyjmuję te wyobrażone obrazy jako własne wyobrażenie o tym, kim jestem – moją wymarzoną jaźnią. Jednak, jak Państwo wiedzą, to, co wyobrażamy sobie, niekoniecznie jest prawdziwe. Często tak nie jest. Możemy to nazwać „jaźnią z marzeń”. Po dokładnym przemyśleniu możemy oddzielić nasze prawdziwe ja od wyobrażonego, odnoszącego sukcesy ja. Zazwyczaj wymaga to jednak odrobiny szczerości i samokrytycyzmu.
Rysunek 7-1. Pierwsze ja – ja, którym chcę być.
Drugie ja to ja, za które się uważam (rysunek 7-2) – zwłaszcza w chwilach szczerej refleksji. Ja, za które szczerze się uważamy, może oczywiście zmieniać się w zależności od nastroju. Zazwyczaj wszyscy przyznajemy, że nie jesteśmy tak źli, jak nam się wydaje, kiedy jesteśmy w złym nastroju. Podobnie nie jesteśmy tak dobrzy, jak nam się wydaje, kiedy jesteśmy szczególnie zadowoleni z siebie. To drugie ja nie jest ani jednym, ani drugim, ale czymś pomiędzy. Osoba, którą uznaję w głębi serca, jest jaźnią, którą postrzegam jako siebie. Możemy nazwać to „jaźnią przyznaną”.
Rysunek 7-2. Drugie ja – ja, za które się uważam.
Trzecie ja to ja, za które uważają mnie inni (rysunek 7-3). Niektórzy poświęcają temu ćwiczeniu więcej czasu niż inni, ale wszyscy wyobrażamy sobie, co inni o nas myślą. Ponieważ zazwyczaj zależy nam na tym, co myślą o nas inni, to postrzeganie jest dla nas zazwyczaj ważne. Być może pogodziliśmy się z niezgodnością między naszym pierwszym a drugim ja — rzeczywistością, że to, kim pragniemy być, różni się od tego, kim naprawdę jesteśmy. Jednak drżymy na samą myśl, że ktoś inny mógłby wiedzieć, kim naprawdę jesteśmy. Wolimy myśleć, że ich postrzeganie lub wrażenie na nasz temat jest bliższe naszemu pierwszemu ja — naszemu idealnemu ja. Trzecie ja nazywam „ja, za które uważam, że inni mnie uważają”, ponieważ tylko myślimy, że inni tak uważają.
Rysunek 7-3. Trzecie ja – ja, za które uważam, że inni mnie uważają.
Czwarte ja to ja, za które uważają mnie inni (rysunek 7-4). To, co inni naprawdę o nas myślą, może znacznie różnić się od tego, co myślimy, że o nas myślą. Psychologowie twierdzą, że w rzeczywistości możemy być zaskoczeni, jak mało inni w ogóle o nas myślą. Wiele z naszych obaw dotyczących tego, co myślą inni, jest po prostu niepotrzebnych. Niemniej jednak, jeśli zastanowimy się nad tymi kwestiami, możemy docenić różnicę między tym, co myślimy, że inni o nas myślą, a tym, co inni naprawdę myślą. Oczywiście tylko inni wiedzą, co naprawdę o nas myślą. Ponadto nie mają oni prawie żadnego pojęcia o tym, co myślimy, że myślą — chyba że o tym porozmawiamy. Nazwijmy to czwarte „ja, które inni naprawdę uważają”.
Rysunek 7-4. Czwarta jaźń — jaźń, za jaką uważają mnie inni.
Piąta jaźń to prawdziwa jaźń, którą zna tylko Bóg (rysunek 7-5) — ta, którą możemy jedynie zgadywać, porównując, rozważając, oceniając, a nawet omawiając połączenie jaźni „wymarzonej”, „przyznanej”, „myślę, że oni wierzą” i „oni naprawdę wierzą”. Jednak chrześcijanie ośmielają się twierdzić, że piąte ja jest nie tylko poznawalne, ale także znane. Spośród wszystkich pięciu ja, poznanie tego jest dla każdego z nas najcenniejsze. Jest to ja, które zna Bóg. On stworzył każdego z nas indywidualnie, więc zna całą naszą naturę. Nic, co kiedykolwiek myślimy lub robimy, nie jest przed Nim ukryte. On zna nas doskonale — co oczywiście jest o wiele lepsze niż to, jak znamy samych siebie.
Rysunek 7-5. Piąta jaźń – prawdziwa jaźń, którą zna tylko Bóg.
Poznawanie prawdziwej jaźni
Najważniejsze pytanie dla tych, którzy chcą osiągnąć wszystko, co mogą, brzmi: „Jak mogę poznać tę piątą jaźń?”. Poniższe trzy myśli znacznie przybliżą Państwu zrozumienie tego, kim Państwo są.
* Słowo Boże jest lustrem. Szczere i regularne czytanie go pomaga nam dostrzec siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Kiedy porównamy lustrzaną moc Słowa Bożego z tekstami świętych innych religii, nasza przewaga staje się bardziej oczywista.
* Kiedy Duch Święty mówi nam coś, powinniśmy naprawdę słuchać. On przyszedł na świat, aby przekonywać, nauczać i objawiać prawdę. Jest gotów – bardzo skutecznie – wskazywać obszary, które powinniśmy poprawić.
* Biorąc pod uwagę różnicę między „myślę, że oni wierzą” a „oni naprawdę wierzą”, powinniśmy zwracać większą uwagę na to, co inni mówią do nas i o nas. To również jest cenne lustro. Oczywiście, niektóre krytyczne uwagi powinniśmy zignorować. Bóg może pomóc nam rozpoznać nieżyczliwe, destrukcyjne uwagi. Jednak zakładając, że słuchamy szczerze mądrych i troskliwych ludzi, wszystkie trzy powyższe myśli mogą pomóc nam realistycznie ocenić samych siebie.
Główną zaletą dzisiejszych młodych dorosłych jest ich silna determinacja, by być szczerymi, przejrzystymi i autentycznymi. Szczerość innych pomoże Państwu w odkrywaniu prawdziwego siebie. Państwa osobiste mechanizmy obronne czasami stają się odporne na to, co inni mówią o Państwu. Chronią Państwa przed nieuzasadnionym potępianiem siebie. Może to być dobre – zwłaszcza jeśli byli Państwo niesprawiedliwie narażeni na zbyt wiele krytyki. Z drugiej strony, ten mechanizm obronny może sprawić, że staniemy się niewrażliwi na poznawanie siebie w celu samodoskonalenia. Kiedy tak się dzieje, być może zbyt dobrze się bronimy. Może to odizolować nas od krytyki, która może uwolnić nas od fałszywych wyobrażeń.
Musimy starać się znaleźć złoty środek. Niektórzy z Państwa odczuwają zbyt dużą presję otoczenia – są tak wrażliwi na to, co myślą inni, że popadają w paranoję. Inni są zbyt niewrażliwi i przez to tracą okazję do samodoskonalenia. Równowagę osiągamy, gdy dbamy o rozwój osobisty innych i nasz własny na tyle, aby konfrontować się i być konfrontowanym — bez niszczenia i bycia niszczonym.
Rozróżnienie różnic między pięcioma osobowościami może pomóc nam poprawić relacje międzyludzkie. Może również pomóc nam docenić znaczenie prawdziwego słuchania. Osoba, która fałszuje, nie jest w stanie tego stwierdzić. Podobnie my możemy popełniać błędy społeczne, związane z obsługą, zawodowe lub osobiste. Możemy po prostu nie być tego świadomi, chyba że nauczymy się słuchać lepiej i z większą wrażliwością. Uświadomienie sobie, że istnieją różne postrzegania siebie, jest ważnym pierwszym krokiem do poznania tego, kim jesteśmy (a kim nie jesteśmy). Może istnieć ogromna różnica między tym, kim chcemy być, a tym, jak postrzegają nas inni. Kiedy to uznamy, będziemy bardziej skłonni do uważnego słuchania innych i zbliżania tych dwóch postrzegania.
Odkrycie piątego ja (prawdziwego ja, którego nikt nie zna) jest jednak ważniejsze niż pozostałe ja. Powinniśmy starać się poznać i ulepszyć prawdziwe ja, a nie tylko rozwijać wyniosłe ego i ambitne marzenia. Marzenia o poprawie mogą być w pewnym stopniu pomocne. W końcu ludzka wyobraźnia jest cudownym darem Boga. Jednak skupianie się na marzeniach odwraca naszą uwagę od wprowadzania rzeczywistych zmian na lepsze.
Próba doskonalenia prawdziwego ja jest również bardziej produktywna niż zniewolenie myśleniem, że nigdy nie zmienimy ja, które przyznajemy. Nie powinniśmy być ograniczeni tym, co uważamy za nasze ograniczenia. W pewnym stopniu musimy marzyć – niektórzy z Państwa muszą nauczyć się marzyć – i próbować wymyślać sposoby na doskonalenie siebie. Niemniej jednak, bycie zniewolonym przez ja, o którym marzymy, prowadzi do zbytniego marzenia, a bycie zniewolonym przez ja, które przyznajemy, prowadzi do zbytniego zniechęcenia. Bóg może i pomoże nam znaleźć równowagę i realistycznie się poprawić.
Próba poprawy prawdziwego ja jest o wiele bardziej owocna niż marnowanie czasu na niepotrzebne martwienie się o ja, które „myślę, że inni widzą”. Ja, które według Państwa widzą w nas inni, i ja, które naprawdę widzą, są różne. Ja, które „myślimy, że inni widzą”, jest tak naprawdę tylko inną formą pierwszego ja — wyobrażoną w naszych umysłach. Ostatecznie to, co według Państwa widzą inni, nie jest ważne. Unikajcie skupiania się na tym, co inni mogą o Państwu myśleć. Są bardziej konstruktywne rzeczy, o których warto pomyśleć.
Rozwijanie prawdziwego ja jest o wiele bardziej przydatne niż próba poznania „rzeczywistego ja” – ja, które ludzie naprawdę uważają za Państwa. Jak zauważyliśmy, wiedza o tym, co naprawdę myślą inni, może prowadzić do bardziej realistycznych ocen. Mogą nam pomóc lub chcieć nam pomóc i często to robią. Jednak mogą oni mieć również błędne wyobrażenia na Państwa temat. Często nazywamy to nieporozumieniami. Inni mogą myśleć o Państwu zbyt pozytywnie lub zbyt negatywnie. W obu przypadkach ludzie nie postrzegają Państwa takimi, jakimi naprawdę są. Brak wrażliwości na ich opinie może być wadą, ale nadmierne przejmowanie się nimi może nas ograniczać. Próbując zadowolić wszystkich, nie zadowalamy nikogo, łącznie z Bogiem i sobą samym. W takich przypadkach bojaźń Boża jest ważniejsza niż bojaźń ludzka. Musimy być bardziej uważni w pełnym szacunku oddaniu Bogu — musimy zachować ostrożność, aby nie rozgniewać Go — zamiast przejmować się tym, co zwykli ludzie mogą o nas myśleć.
Porównaliśmy każdą z czterech pierwszych osobowości z piątą osobowością. Teraz możemy stwierdzić, że wszystkie cztery pierwsze osobowości są nieistotne w porównaniu z osobowością, którą widzi Bóg. W końcu to Bóg jest tym, na którym należy zrobić wrażenie. Bóg jest Sędzią. On jest Dawcą wszystkich wiecznych nagród. On jest Dawcą wiecznych zadań, które mają realne konsekwencje w następnym, trwałym i wiecznym stanie. Życie w ciągłej wrażliwości na to, czy podobamy się Bogu, czy nie, oznacza życie w bojaźni Pańskiej. Nie działamy z powodu strasznego strachu, ale z miłością, aby nie rozgniewać kogoś, kto Państwa kocha i kogo Państwo kochają. Księga Przysłów 9:10 mówi, że bojaźń Pańska – troska o jaźń, którą widzi Bóg – jest początkiem mądrości. Jest jednak jeszcze jedna bardzo ważna jaźń, którą widzi Bóg, na którą teraz zwrócimy uwagę.
Szóste ja
Istnieje szóste ja, o którym wcześniej nie wspominaliśmy: ja, jakim Bóg marzy, abyśmy byli (ryc. 7-6). Bóg nie jest jedyną osobą, która może mieć wyobrażenie o tym, kim chce, abyśmy się stali. Ilu z Państwa rodziców, przyjaciół i małżonków ma wobec Państwa aspiracje? Inni widzą mniej dokładnie niż Bóg, kim moglibyśmy i powinniśmy się stać. Tylko Bóg widzi to doskonale. Szóste ja byłoby zatem inne, bardziej realistyczne, wspanialsze i z pewnością bardziej osiągalne niż ja, którym chcielibyśmy się stać, lub ja, którym według naszych rodziców, przyjaciół lub małżonków moglibyśmy się stać.
Rysunek 7-6. Szóste ja — ja, o którym marzy Bóg.
Bóg ma dla nas realistyczne marzenie. Pracując nad poznaniem prawdziwego ja, możemy stopniowo stawać się bardziej podobni do tego, czego pragnie Bóg — naszym najlepszym możliwym ja. W tym procesie staramy się poznać nasze dary i talenty, wykorzystać nasze mocne strony, pokutować za złe nawyki i je zmienić oraz z ufnością podążać za tym, kim Bóg pomaga nam się stać. W końcu odkryjemy nasze szóste ja — to, którym Bóg wie, że możemy się stać. Szóste ja to ja, które całkowicie wypełnia wolę Boga względem każdej osoby. Każdy chrześcijanin odnosi sukces w takim stopniu, w jakim staje się najlepszym możliwym ja.
Państwa najlepsze możliwe ja jest bardziej realistyczne niż „ja z marzeń”, bardziej wzniosłe niż „ja, do którego się przyznają”, bardziej znaczące niż „ja, w które, jak sądzą, wierzą inni” i znacznie ważniejsze niż „ja, o którym faktycznie myślą”. Jedynym powodem, dla którego jest ono ważniejsze od Państwa obecnego prawdziwego ja, jest to, że jest to ja, którym Bóg naprawdę chce, abyście się stali. Jego marzenie dla was jest absolutnie, pozytywnie i z całą pewnością najlepsze. Jest to najlepsze możliwe ja, jakim możecie być. Jeśli Go szukacie, to właśnie takim ja się staniecie.
Stawanie się najlepszym możliwym sobą nie ma nic wspólnego z pozycją, rangą, byciem opłacanym pracownikiem chrześcijańskim lub wolontariuszem (pełnoetatowym lub niepełnoetatowym), pracą w kościele, przemyśle, rządzie, biznesie lub gdziekolwiek indziej. Ma to zupełnie inne kryteria. Czy robimy to, czego Bóg od nas oczekuje? Czy rozwijamy się i dojrzewamy w tym, abyśmy wszyscy byli tym, kim Bóg chce, abyśmy byli, niezależnie od stanowiska, na którym służymy? Paweł powiedział: „Zawsze było moim pragnieniem głosić ewangelię tam, gdzie Chrystus nie był znany...” (Rzymian 15:20, podkreślenie moje). Paweł był kaznodzieją, ale zachęcał wierzących w Tesalonice, aby „postanowili prowadzić spokojne życie, zajmować się swoimi sprawami i pracować własnymi rękami, tak jak im zalecaliśmy, aby ich codzienne życie zyskało szacunek osób postronnych...” (1 Tesaloniczan 4:11, podkreślenie moje). Zachęcał innych do posiadania innego rodzaju ambicji. Większość wierzących ma pracę i relacje w swoich społecznościach, które dają im możliwość stania się skuteczną „solą w zupie”. Dzięki temu nasze pokolenie może pozyskać wielu dla Chrystusa, jeśli potrafimy utrzymać sól z dala od „służby”, a w zupie. Nie muszą Państwo być pełnoetatowym sługą ewangelii, aby stać się najlepszą wersją siebie – wystarczy być pełnoetatowym chrześcijaninem. Istnieje jaźń, którą Bóg wie, że mogą Państwo być, i marzy, że się Państwo staną. Dla większości z nas ta jaźń może się najskuteczniej rozwijać poza kościołem.
Tabela 7-2. Sześć postrzegania siebie wraz z praktycznymi celami
Postrzeganie siebie: Cel
Osoba, którą chcę być: Staraj się być wszystkim, czym możesz być.
Osoba, którą myślę, że jestem: Realistycznie i pokornie stawiaj czoła osobistym ograniczeniom. Nie bądź nierealistycznym marzycielem.
Osoba, za którą uważają mnie inni: Nie pozwól, aby obawy o to, co myślą inni, zniechęciły Państwa lub osłabiły.
Jaźń, za jaką uważają mnie inni: Naucz się słuchać innych, gdy ich ocena może pomóc Państwu się poprawić.
Prawdziwa jaźń, którą zna tylko Bóg: Staraj się postrzegać siebie tak, jak widzi cię Bóg. On zaczyna od tego, co jest, a następnie pracuje nad poprawą.
Jaźń, jaką Bóg marzy, że mógłbyś być: Odważ się odkryć Boże marzenia dotyczące ciebie i staraj się je spełnić.
Osoba, która odnosi sukces, to ta, która staje się tym, kim Bóg wie, że może być – najlepszą możliwą wersją siebie. Powszechne pojęcie sukcesu materialnego jest dalekie od definicji sukcesu, którą tutaj stosujemy. Co więcej, nawet powszechne pojęcie „sukcesu w służbie” wśród chrześcijan jest czymś innym niż to, co nazywamy „sukcesem”.
Równanie służące do obliczania sukcesu
Najlepsza możliwa wersja siebie jest bardzo miłym i pięknym pragnieniem Boga dla każdego chrześcijanina. Aby lepiej to zrozumieć, spójrz na równanie, które zawiera kilka zmiennych czynników, które czasami pomijamy.
Sukces = (talenty + możliwości + osiągnięcia) ? motywacja
Rysunek 7-7. Równanie służące do obliczania sukcesu.
Sukces (S) to stopień, w jakim osiągnęliśmy to, co mogliśmy dla Pana. Jest to zakres, w jakim wypełniliśmy wolę Bożą i stopień, w jakim staliśmy się najlepszą możliwą wersją siebie. Wielu z nas uważa, że sukces równa się osiągnięciom, ale jest to zbytnie uproszczenie. Niektóre osiągnięcia są widoczne, inne nie, a jeszcze inne mają niewłaściwą motywację. Bóg widzi i rozważa to wszystko. Ponadto należy wziąć pod uwagę inne czynniki, utrudnienia i korzyści.
Czynnik talentów (T) obejmuje zdolności, wynikające z nich obowiązki, niezdolności, utrudnienia i wynikające z nich zwolnienia z niektórych obowiązków. Ma on związek z tym, co jest w Państwa wnętrzu. Każdy z nas ma inny zestaw talentów, który obejmuje unikalne kombinacje zdolności fizycznych, umysłowych i duchowych oraz darów. Im więcej talentów ma dana osoba, tym większa jest jej odpowiedzialność za osiągnięcia. Od tych, którzy mają wiele talentów, wymaga się wiele. Od tych, którzy mają ich niewiele, wymaga się mniej. Bóg wymaga od Państwa tego, co mogą Państwo zrobić, a nie tego, czego nie mogą Państwo zrobić. Bóg oczekuje od Państwa tego, co mogą Państwo dać w życiu, a nie tego, czego nie mogą Państwo dać. Oczekuje jednak, że będą Państwo korzystać z talentów, które Państwu dał.
Kolejnym czynnikiem są możliwości (O). Czynnik możliwości obejmuje możliwości dostępne dzięki kontaktom, zasobom lub okolicznościom sprzyjającym użyteczności. Obejmuje on również wynikające z tego obowiązki, a także brak możliwości i odpowiedzialności. Każdy z nas ma różne stopnie i liczbę możliwości. Możliwości są związane z naszym kontekstem – naszą sytuacją zewnętrzną.
Talenty i możliwości to różne czynniki. Talenty to zdolności wewnętrzne – to, co dana osoba potrafi zrobić. Szanse to warunki zewnętrzne – kontakty, narzędzia, finanse, dostęp do edukacji, środowisko społeczne i polityczne oraz otwarte drzwi. Powinniśmy brać pod uwagę zarówno okoliczności danej osoby, jak i jej wrodzone zdolności. Niektórzy rodzą się w rodzinach, które znają wpływowe osoby lub w krajach, gdzie łatwo dostępne są środki finansowe na edukację. Inni, posiadający równe lub większe talenty, rodzą się w rodzinach lub krajach o poważnie ograniczonych środkach finansowych, systemach edukacyjnych lub innych zasobach, które pomogłyby w rozwoju i wykorzystaniu wrodzonych talentów.
Pytanie o sukces nie dotyczy tak bardzo tego, jakie talenty i możliwości posiadamy lub nie posiadamy. Chodzi raczej o to, jak wykorzystujemy te, które mamy. Kiedy rozważamy te zmienne, zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie ostatecznie zmierzyć sukcesu nikogo po tej stronie nieba. Osiągnięcia (A) obejmują zarówno widoczne osiągnięcia, które ludzie mogą zobaczyć, jak i niewidoczne osiągnięcia, które widzi tylko Bóg. Ludzie zazwyczaj biorą pod uwagę tylko widoczne (znane) osiągnięcia danej osoby.
Natomiast równanie służące do oceny naszego sukcesu obejmuje również osiągnięcia, które widzi tylko Bóg. Jednak oprócz tego istnieje jeszcze jeden ważny czynnik: liczy się tylko to, co robimy dla Boga. Jest to uwzględnione w naszym równaniu poprzez motyw (M).
Czynnik motywu (M) ma moc dzielenia kombinacji talentów, możliwości i osiągnięć. Po podziale przez M pozostaje tylko ta część, którą robimy dla Pana. Ukryty motyw przecina to wszystko. Jezus powiedział, że dobre uczynki, modlitwy i posty wykonywane w celu uzyskania pochwały od ludzi nie będą ponownie nagradzane – oni już otrzymali swoją nagrodę. Niektóre z Państwa osiągnięć mogą zatem zostać zdyskwalifikowane, ponieważ mieli Państwo egoistyczne motywy. Takie drewno, słoma i ściernisko zostaną kiedyś spalone, pozostawiając tylko to, co zrobili Państwo z właściwych motywów – złoto, srebro i kamienie szlachetne – które zostaną nagrodzone. Osiągnięcia dokonane dla Pana zostaną przedstawione przed Nim i innymi w dniu, w którym będziemy sądzeni. Boża miara naszego sukcesu będzie znacznie różnić się od naszej. Tylko Bóg może być całkowicie sprawiedliwy, ponieważ tylko On wie, co równa się połączenie talentów, okazji i osiągnięć podzielone przez motywację. Tylko On jest w stanie obliczyć sukces.
To równanie może wydawać się niepotrzebnie skomplikowane. Jednak możliwe jest, że oprócz talentu, możliwości, osiągnięć i motywacji istnieją jeszcze inne czynniki. Niebiosa są wyższe niż ziemia. Podobnie równania Boga są wyższe (bardziej złożone i dokładniejsze) niż Państwa. Naszym celem przyglądania się sześciu osobowościom i badaniu równania sukcesu — S=(T+O+A)?M — jest dostarczenie podstaw do zrozumienia, w jaki sposób każdy z Państwa może w pełni wykorzystać swój potencjał, gdy wie, kim Bóg Państwa stworzył.
Kiedy Bóg ogłasza Państwa sukces? Kiedy Bóg daje Państwu znać, jak dobrze prawdziwa jaźń wypada w porównaniu z tym, kim mogli Państwo być? Chrześcijanie nie będą sądzeni za swoje grzechy. Wyrok ten poniósł Jezus na krzyżu i jest on już wykonany. Chrześcijanie będą jednak sądzeni za swoją służbę i w niebie czeka ich kilka niespodzianek. Chociaż nie wiemy dokładnie, jak dobrze sobie radzimy, S=(T+O+A)?M daje nam wskazówkę i minimalizuje możliwość niespodzianki.
Oto ilustracja. Pan Hyde wyglądał dobrze w oczach ludzi dzięki poziomowi osiągnięć wynoszącemu 75, ale przy poziomie talentu wynoszącym 95, jego 75 stanowiło tylko 78,9% tego, kim mógłby być. Jedna trzecia jego motywacji polegała na zdobyciu pochwał ludzi — zmniejszyło to jego wynik o jedną trzecią do 52,6. Jego sąsiad, Ernest, miał jednak poziom osiągnięć wynoszący tylko 60, ale stanowiło to 86% jego poziomu talentu wynoszącego 70. Ponieważ motywy Ernesta były czyste, nic nie zostało odjęte od jego 86%. Który z nich osiągnął najlepszy wynik w porównaniu z tym, co mógł osiągnąć?
Choć jest to perspektywa dość mechaniczna, może ona skłonić nas do osiągnięcia wszystkiego, na co pozwalają Państwa talenty i możliwości, z najczystszymi motywami. Mogą Państwo nauczyć się doceniać swoje talenty i możliwości oraz zachować właściwe nastawienie serca. Gdy będą Państwo coraz wierniej wykorzystywać to, co mają, z czystym sercem, zauważą Państwo, że rzadziej porównują się z innymi, a Państwa wewnętrzny spokój znacznie wzrośnie. Będą Państwo mniej skłonni do dumy z korzystnych porównań i mniej podatni na zastraszanie niekorzystnymi porównaniami. Zbyt długo wróg wykorzystywał niekorzystne porównania jako narzędzie zniechęcania, zastraszania i pogarszania samooceny. Zbyt długo wykorzystywał korzystne porównania, aby wzbudzić w nas nieuzasadnioną dumę.
Zrozumienie równania sukcesu uwalnia nas od osobistego rozczarowania, które odczuwamy w wyniku tych niekorzystnych porównań. Po prostu nie znamy talentów, możliwości i motywacji innych osób. Dlatego nie ma możliwości, abyśmy wiedzieli, jak naprawdę są oni skuteczni. Równanie to obnaża niepotrzebne potępianie siebie i zastraszanie. Takie spojrzenie na sukces pozwala każdemu z nas oceniać siebie najlepiej, jak potrafimy, według standardów, które Bóg zastosuje w dniu sądu ostatecznego. Powinniśmy oceniać siebie tak, aby dawać z siebie wszystko, ale nie tak surowo, aby się zniechęcić.
Sukces to stopień, w jakim wypełniliśmy wolę Boga. Stopień, w jakim tego nie zrobiliśmy, jest stopniem naszej porażki. Prawidłowa ocena sukcesu zależy od kilku czynników:
* Tylko Bóg wie, jak bardzo każdy z nas odniósł sukces.
* Państwo sami nie wiecie, jak bardzo odnieśliście sukces.
* Nikt nie wie, jak bardzo sukces odniosła inna osoba.
* Ocenianie się nawzajem jest głupie i bezużyteczne.
* Porównywanie swoich osiągnięć z osiągnięciami innych jest również głupie i bezużyteczne.
Poczucie dumy i niższości wynika z płytkich porównań widocznych osiągnięć. Zrozumienie tego równania oznacza, że zastępujemy naszą dumę i poczucie niższości chęcią zachęcania innych. Takie rozumienie sukcesu ma moc całkowitego zastąpienia porównań i rywalizacji afirmacją i dopingiem. Jesteśmy szczęśliwsi, podobnie jak osoby w naszym otoczeniu. Ci, którzy biegają w maratonach, wiedzą, że wszyscy wygrywamy i wszyscy świętujemy wzajemne zwycięstwa.
Zalety wiedzy o tym, czego nie należy robić
Lepiej jest robić dobre rzeczy niż złe. Dlatego niektórzy ludzie, w dość uproszczony sposób, decydują, że jeśli coś jest dobre, to będą to robić i stają się niezwykle zajęci robieniem dobrych rzeczy. Istnieje jednak lepsze kryterium decydujące o tym, jak stać się użytecznym dla świata: znajomość różnicy między tym, co dobre, a tym, co najlepsze. Podróbka jest wrogiem prawdziwego, a czasami dobre jest wrogiem najlepszego. Im lepsza podróbka, tym bardziej niebezpieczny jest ten wróg. Jeśli jesteśmy zajęci robieniem dobrych rzeczy, nie będziemy mieli czasu na robienie najlepszych rzeczy.
Osiągnięcie sukcesu w oczach Boga — stanie się najlepszą wersją siebie — wymaga od nas rozróżnienia między tym, co dobre, a tym, co najlepsze. Poznanie siebie jest przydatne, ponieważ to, co jest najlepsze dla jednej osoby, może nie być najlepsze dla innej. Kiedy dowiadujemy się, co wie Bóg i co musimy wiedzieć, aby kiedykolwiek zrealizować nasz osobisty potencjał, prawdopodobieństwo znalezienia tego, co najlepsze, znacznie wzrasta. W książce „7 nawyków skutecznego działania” Stephen Covey zaleca napisanie osobistej deklaracji misji. Jest to narzędzie, które może pomóc Państwu osiągnąć to, co najlepsze.
Państwa osobista deklaracja misji
Napisanie osobistej deklaracji misji może być bardzo wyzwalającym doświadczeniem. Tak było w moim przypadku w 1999 roku, kiedy w wieku 55 lat posłuchałem rady Coveya i napisałem swoją. Deklaracja misji nie jest tyle wymyślona, co odkryta. Wynika ona z dokładnej refleksji nad tym, co Bóg uczynił, rozwijając nas. Przeanalizujcie Państwo swoje doświadczenia, tak jak nauczyliśmy się to robić w nawyku 1 (Ucz się na podstawie doświadczeń) i nawyku 2 (Rozpoznaj możliwości uczenia się), a następnie napiszcie swoją osobistą deklarację misji. W miarę upływu lat aktualizujcie ją tak często, jak to konieczne.
W wieku 55 lat człowiek powinien wiedzieć, kim jest. Pewnego popołudnia usiadłem przy komputerze i w ciągu około półtorej godziny napisałem poniższą deklarację misji. Kiedy moja żona Char ją przeczytała, zauważyła mimochodem: „Nie ma tu nic nowego. To jest właśnie Pan”. W ciągu następnych miesięcy przeczytali ją nasi synowie, Dan i Joel. Każdy z nich powiedział zasadniczo: „To jest Pan, tato. Tym właśnie jest Pan. Tak właśnie myśli Pan”. Ucieszyły mnie te reakcje osób, które znają mnie najlepiej, ponieważ misja, jeśli ma być pomocna, musi być szczera. Nie piszemy deklaracji misji w celu publikacji. Są one raczej narzędziem do samookreślenia. Pomagają nam odkryć, kim naprawdę jesteśmy, i wspierają nas w dążeniu do tego, kim według Boga możemy się stać. Pomagają nam również podejmować ważne decyzje, które wyznaczają kierunek naszego życia.
Oto moja osobista deklaracja misji. Pierwotnie została napisana wyłącznie dla mojej własnej korzyści. Proszę potraktować ją jako przykład z życia innej osoby podczas pisania własnej deklaracji.
Osobista misja Rona Meyersa
BÓG jest chwalebnym, najważniejszym, istotnym, nadającym sens i ożywiającym centrum, wokół którego krążą moje wartości, postawy, działania i cele. Jego Słowo jest wzorcem dla mojego postępowania i medytacji. We wszystkich moich relacjach z osobami i rzeczami wymienionymi poniżej to Jego staram się zadowolić i służyć, i to Jego staram się gloryfikować poprzez nie.
Uznaję, że moja JAŹŃ jest wyjątkowym dziełem Boga, celowo zaprojektowanym i umieszczonym w tym pokoleniu i miejscu w szczytnym celu. Otrzymałem wyjątkowe zdolności i możliwości, które wiążą się z odpowiedzialnością. Jako wierny szafarz staram się rozwijać powierzone mi talenty, nie zazdroszcząc innym zdolności, dóbr ani możliwości, które On im dał.
Moja ŻONA jest najważniejszą osobą w moim życiu. Jesteśmy przyjaciółmi, partnerami życiowymi, kochankami, współpracownikami, towarzyszami przygód, rodzicami i modlitewnymi wojownikami. Na wieczność będziemy bratem i siostrą w Panu i nie zamierzamy robić w tym życiu niczego, czego moglibyśmy żałować, kontynuując naszą relację zgodnie z nowymi zasadami w następnym życiu. Łączy nas pragnienie, aby zachęcać się nawzajem do bycia tym, kim każdy z nas może być. W tym celu stymulujemy rozwój duchowy, edukacyjny i społeczny – chcemy się razem doskonalić. Aby się rozwijać, zgodziliśmy się, że jesteśmy gotowi stawiać czoła wyzwaniom i konfrontować się z nimi. W naszych swobodnych dyskusjach lubimy spierać się o idee. Naszym celem nie są ani osiągnięcia akademickie, ani finanse, choć staramy się doskonalić się edukacyjnie i mądrze zarządzać zasobami materialnymi – zarabiając, oszczędzając, inwestując i oddając wszystko, co możemy, na wartościowe cele związane z królestwem Bożym.
EWANGELIZACJA ŚWIATA jest wielką sprawą, której świadomie poświęciłem swoje życie i zasoby. Wszystko, co mogę zrobić, aby przyczynić się do tego, aby ludzie na całym świecie poznali Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela, automatycznie staje się dla mnie priorytetem. Pojadę wszędzie, aby wykładać, nauczać, szkolić lub wychowywać chrześcijańskich liderów, którzy mogą dalej ewangelizować swoich ludzi. Staram się dać im narzędzia, których potrzebują, i wysłać ich, aby służyli w sposób najbardziej skuteczny w ich własnej kulturze. Kiedy nie mogę osobiście pojechać, wspieram finansowo tych, którzy to robią. Szkolę młodych kandydatów do misji i służby. Otwarcie i szczerze angażuję się w ich przygotowanie, starając się pomóc im w ich pokoleniu poprawić wysiłki misjonarzy z mojego pokolenia. Staram się być przejrzysty, aby byli Państwo przygotowani zarówno na trudności, jak i możliwości związane z misjami światowymi. Codziennie modlę się również metodycznie i imiennie za narody, przywódców państw, rządy, pastorów, kościoły, chrześcijan i ludy.
Wierzę, że życie ziemskie jest jedynie tymczasowym przygotowaniem do PRAWDZIWEGO istnienia, które rozpoczyna się, gdy opuszczamy ten ziemski namiot. Kiedy mój umysł i duch będą wolne od obecnych ograniczeń fizycznych, oczekuję spełnienia mojego wiecznego przeznaczenia w nowym ciele. Czekają na mnie święte i wzniosłe możliwości znaczącej służby i odpowiedzialności. W tym czasie nie chcę żałować, że przegapiłem jakąkolwiek okazję do służby, dawania lub odpowiedniego przygotowania się na ziemi. Staram się stosować teraz, w tym życiu, ten sam system wartości, który wszyscy będziemy stosować w następnym; żyć i służyć teraz, aby nie mieć wtedy żadnych żalów.
Niedługo po napisaniu mojej misji doświadczyłem próby mojej rodzącej się wiary w jej wartość. Mój dziekan zaproponował mi stanowisko administracyjne. Wiązało się to z podwyżką wynagrodzenia, większym prestiżem i większymi możliwościami służenia studentom seminarium. Najbardziej interesujące dla mnie było to, że znalazłbym się w radzie administracyjnej, która regularnie spotyka się z dziekanem. Podobałoby mi się to i wiele bym się nauczył.
Mniej więcej w tym samym czasie mój przełożony w International Educational Fellowship (IEF) zrezygnował ze stanowiska. Służyłem w IEF przez dwa i pół roku i pełniłem wówczas funkcję dyrektora na Azję. Moje role w IEF i Oral Roberts University (ORU) uzupełniały się. IEF dało mi możliwość podróżowania, nauczania, posługi i służby w innych krajach podczas przerw w nauczaniu w ORU. Moja praca w terenie z IEF wzbogacała moją pracę w sali wykładowej ORU. Przygotowania do nauczania w ORU pozwalają mi być na bieżąco z najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie misji, strategii i świadomości stanu ewangelizacji świata. Jednak ze względu na niemal całkowitą zmianę w administracji organizacji macierzystej IEF, fundusze na wolne stanowisko były niedostępne.
Właśnie napisałem swoją misję, w której stwierdzam, że wszystko, co ma związek z ewangelizacją świata, jest dla mnie automatycznie priorytetem. Które stanowisko powinienem więc przyjąć? Awans i podwyżkę w ORU czy dodatkowe obowiązki bez podwyżki wynagrodzenia w IEF? Po kilku dniach namysłu i głównie ze względu na moją misję, zdecydowałem się przyjąć stanowisko dyrektora IEF bez dodatkowego wynagrodzenia. Stanowisko to wiązało się z co najmniej dwukrotnie większą odpowiedzialnością niż stanowisko dyrektora azjatyckiego. Oznaczało to również, że muszę odmówić przyjęcia stanowiska administracyjnego, które zaproponował mi dziekan. Dlaczego odrzuciłem podwyżkę i szansę na prestiż, wpływy i zwiększone obowiązki? Napisanie deklaracji misji pomogło mi zdefiniować, kim jestem i na czym polega moje życie. Pomogło mi to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej zrozumieć, co powinienem zrobić. Dzięki temu podjęcie decyzji zgodnej z moim systemem wartości stało się znacznie łatwiejsze. Czy miało to sens finansowy? Nie, ale decyzja ta była zgodna z tym, co napisałem w mojej deklaracji misji na temat moich celów finansowych. To było tak, jakby Bóg sprawdzał, czy pozostanę wierny sobie, czy też spróbuję być kimś innym. To było głębokie doświadczenie. Czy to oznacza, że straciłem swoją wolność? Czy jestem związany moją misją? Nie. Jestem wolny, aby pozwolić jej pomóc mi pozostać na obranej ścieżce życia. Zwiększa to możliwość stania się najlepszą wersją siebie.
Kim Pan/Pani jest?
Czego dowiedział się Pan/Pani o sobie do tej pory podczas swojej podróży? Jakie talenty odkrył Pan/Pani? Jakie ma Pan/Pani talenty? Co robi Pan/Pani tak dobrze, że nie tylko robi to Pan/Pani z pewnością siebie, ale także inni zauważają, że robi to Pan/Pani dobrze? Co jest dla Pana/Pani cenne i ważne? Jakich kryteriów używa Pan/Pani przy podejmowaniu decyzji? Krótko mówiąc, kim Pan/Pani jest? Czy może Pan/Pani to zapisać tylko dla siebie? Jeśli to zrobi, przekona się Pan/Pani, że łatwiej jest być wiernym sobie, ponieważ wie Pan/Pani, kim jest. Jak mogą być wierni sobie i temu, kim Bóg Państwa stworzył, jeśli jeszcze tego nie zdefiniowali? Różnica między robieniem rzeczy dobrze a robieniem ich najlepiej może zależeć od tego, czy wiedzą Państwo, kim są i jaka jest Państwa misja.
Każdy wierzący powinien wiedzieć, że jest tam, gdzie Bóg chce, aby był. Powinien robić to, czego Bóg od niego oczekuje. Świadomość tego uwalnia nas od zazdrości i wielu innych rozpraszających nas rzeczy. Wszyscy powinniśmy opracować własne strategie życia pełnego pożytecznej służby. Może to stać się osobistą filozofią, która wyłania się z całego życia pełnego formacyjnych wydarzeń. Skutkuje to coraz jaśniejszym określeniem tego, co jest dla Państwa ważne. Ta struktura nadaje kierunek, skupienie i ostateczny cel życiu chrześcijanina. Pomoże Państwu przejść od posiadania niewielkich owoców do posiadania wielu owoców – od robienia dobra do robienia tego, co najlepsze. Warto zastanowić się nad tym, kim Państwo są, a kim nie są. Kiedy wiecie, kim jesteście, wiecie, co robić. Kiedy wiecie, kim nie jesteście, wiecie, czego nie robić – nie dlatego, że nie jest to dobre, ale dlatego, że nie jest to dla was najlepsze. Tylko poprzez nawykowe ograniczanie się do robienia tylko tego, co najlepsze, możemy mieć nadzieję, że naprawdę będziemy tym, kim możemy być – wysoce skutecznymi chrześcijanami – i spełnimy Boże marzenie dotyczące nas.
Jeszcze jedno słowo. Ograniczanie się do robienia tylko tego, co najlepsze, nie oznacza, że nie możemy robić tymczasowych wyjątków, w których służymy tylko dlatego, że jest taka potrzeba. W takich przypadkach gotowość do służenia w dowolny sposób i w dowolnym miejscu, gdzie jesteśmy potrzebni, staje się najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić z innego powodu: jest to najlepsze dla wspólnej sprawy. W niektórych przypadkach ludzie odkryli coś nowego o sobie, próbując najpierw pomóc w sytuacji, do której czuli się niekompetentni – ponieważ byli potrzebni.
Ten nawyk znajduje się w tej sekwencji nawyków, ponieważ stanowi dobrą platformę do budowania kolejnego – małżeństwa. Związek małżeński jest intymną i długotrwałą relacją międzyludzką. Jeśli jest ktoś, kto jest zainteresowany tym, abyście stali się najlepszą wersją siebie, to jest to Państwa małżonek. Dlatego związek małżeński jest bardzo dobrym miejscem do rozwijania swojego charakteru i pomagania innym w tym samym. Kiedy osoby bliskie nam również mają nawyki wysoce skutecznych chrześcijan, wszyscy wygrywają.
